"Wyrok sądu zapadł między dwiema turami wyborów prezydenckich i na pewno ta sprawa będzie jednym z głównych tematów kampanii wyborczej. Część społeczeństwa wywodząca się z kręgu ludzi prześladowanych przez system, który panował przez 30 lat rządów Mubaraka, nie jest - delikatnie mówiąc - usatysfakcjonowana wyrokiem, a już na pewno tą częścią, która oddala zarzut korupcji. Egipt - jak wiele innych państw tamtego regionu - jest absolutnie przeżarty korupcją, w związku z tym fakt, że być może osobiście Mubarak nie korzystał z możliwości nielegalnego brania pieniędzy wynika z tego, że on po prostu czuł się właścicielem kraju. Natomiast synów oskarża się - i są to naprawdę poważne oskarżenia i zarzuty - że ułatwiali, za duże łapówki, prowadzenie interesów na dużą skalę, więc na pewno ta sprawa nie przejdzie bez echa w Egipcie i wywoła bardzo gniewne pomruki w licznych kręgach społecznych.
Co do samego skazania Mubaraka na dożywocie, to jest z jednej strony przychylenie się do oczekiwań tych ludzi, którzy nie mogli byłemu prezydentowi wybaczyć polecenia tłumienia siłą pierwszych demonstracji. Kilkaset osób zginęło i to obciąża ówczesną głowę państwa. Natomiast też nie można zapominać o tych również szerokich kręgach ludzi, których kariera była związana z istniejącym wówczas systemem (...). Dla nich fakt, że Mubarak nie został skazany na karę śmierci jest pewnego rodzaju zadośćuczynieniem.
Będzie to na pewno bardzo gorący temat kampanii wyborczej. Ci, którzy domagali się kary śmierci będą mówili o zdradzonej rewolucji. (...) Dla nich ten wyrok jest w pewnym sensie policzkiem, więc oni będą protestowali.
To będzie przyczynek do dalszej polaryzacji w Egipcie, bo w tej chwili społeczeństwo jest jak gdyby pęknięte. Ci, którzy chcą pewnej stabilizacji, obawiają się czegoś nieznanego, posunięć Bractwa Muzułmańskiego, będą najprawdopodobniej głosować na ostatniego premiera reżimu Mubaraka - Ahmeda Szafika. Natomiast ci, którzy chcą jednak zmian i na pewno chcą rozliczenia z przeszłością, z okresem, który nazywają dyktaturą Hosniego Mubaraka, będą głosowali na przedstawiciela Bractwa Muzułmańskiego Mohameda Mursiego.
Myślę, że było kilka powodów (niewymierzenia Mubarakowi kary śmierci - PAP). Po pierwsze - niejednoznaczna ocena byłego prezydenta. Przecież miał swoich zwolenników - również jakże potężnych - w Egipcie. Stał na czele państwa przez 30 lat, a więc wiele osób i ich rodziny swoją karierę związało właśnie z istniejącym przez tak długo reżimem. Trzeba było wziąć pod uwagę ich odczucia, a zarazem tych, którzy dokonali rewolucji i uczestniczyli w masowych demonstracjach, które w końcu Mubaraka obaliły.
Trzeba było też wziąć pod uwagę bardzo negatywne reakcje - zwłaszcza zachodnie - po zmasakrowaniu, po zabiciu tak naprawdę przez powstańców, przez rewolucjonistów libijskich Muammara Kadafiego. To miało bardzo zły odbiór, stąd długi proces Mubaraka i wszelkie atrybuty bezstronności trybunału, który starał się rozpatrzeć wszystkie punkty widzenia".