Uprawiałem sobie radośnie turystkę barowo-restauracyjną po Moskwie, kiedy zadzwoniła Najlepsza z Żon. „Jest superdziałka ze starym domem do kupienia – powiedziała. – Zburzymy i wybudujemy własny! Kupujemy?”. – „Ooooszywiście! Daaawaj!”. Kiedy wytrzeźwiałem, było już za późno.
Konsekwencje tej szaleńczej decyzji ponoszę do dziś, a poziom mojej frustracji sięgnął już tak daleko, że zmuszony jestem rozpocząć antypaństwową agitację. Ludzie! Niech Wam nie przyjdzie do głowy pod żadnym pozorem pomysł budowania domu w Warszawie! Nie budujcie, bo zamiast we własnym domu, wylądujecie w wariatkowie! Za nic miejcie slogany o budownictwie jako kole zamachowym gospodarki! Bajki o ułatwieniach głoszone przez rząd włóżcie tam, gdzie ich miejsce – na półkę z literaturą dziecięcą! Miejsca pracy w sektorze budowlanym, PKB – nie wasza sprawa! Wszędzie, tylko nie w Warszawie! Zdrowie ważniejsze.
O niemal trzyletnich przygodach z konserwatorem zabytków, którego zgoda była niezbędna, żeby zburzyć starą budę, nie będę pisał, bo umawiałem się z DGP na felietony gospodarcze, a nie na horrory i thrillery.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.