Na szczycie 1-2 marca przywódcy UE mają wybrać szefa Rady Europejskiej. Faworytem jest obecny przewodniczący Herman Van Rompuy, który jest też faworytem na szefa szczytów euro. Według nieoficjalnych informacji PAP ze źródeł dyplomatycznych podczas spotkania przywódców europejskich nie będzie nawet głosowania nad kandydaturą Van Rompuya - decyzja zostanie przyjęta jednogłośnie.

Tusk pytany w piątek o możliwy wynik wyborów odparł, że "to jest ostatnia rzecz, która by dzisiaj budziła emocje wśród państw członkowskich". "Nazwijmy rzecz po imieniu - przedłużenie kadencji Hermana Van Rompuya, z różnych powodów, ale także dlatego, że dzisiaj wszyscy w Europie szukają stabilizacji, także politycznej, (...) żeby przeprowadzić Europę przez tą - mam nadzieję i nie tylko ja - ostatnią fazę kryzysu".

"Nikt nie jest bez wad"

Jak zaznaczył, "przewodniczący Rady Europejskiej Van Rompuy jest człowiekiem, który z nadzwyczajnym talentem buduje porozumienie czy konsensusy, nawet wtedy kiedy wydaje się, że różnica interesów jest bardzo ostra" - podkreślił szef rządu.

Minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz mówił na piątkowym posiedzeniu sejmowej komisji ds. UE, że na szczycie UE spodziewana jest decyzja polityczna ws. mandatu dla Van Rompuya.

Podkreślił, że nasze władze są przekonane, że kolejna kadencja szefa Rady Europejskiej będzie wypełniana w takim duchu jak dotychczasowa.

Kadencja przewodniczącego Rady Europejskiej, nowej funkcji w UE powołanej Traktatem z Lizbony, trwa dwa i pół roku z możliwością przedłużenia. Pierwszy przewodniczący - Herman Van Rompuy objął tę funkcję 1 stycznia 2010 roku, kadencja kończy się więc w czerwcu.

Van Rompuy, były premier Belgii, jest zdecydowanym faworytem na utrzymanie stanowiska na kolejne dwa i pół roku. Sam już zresztą publicznie wyrażał tym zainteresowanie.