Parafianowicz: Orban przegrywa, bo pogardził PR-em

Zbigniew Parafianowicz
Zbigniew ParafianowiczDGP
25 stycznia 2012

Domniemaną budowę dyktatury na Węgrzech łatwiej zrozumieć, gdy prześledzi się liczbę korporacji zawodowych i grup interesów, które zostały dotknięte reformami zaproponowanymi przez Viktora Orbana.

Zaczynając od sędziów, dziennikarzy i policjantów, a kończąc na właścicielach telekomów, bankowcach, akademikach i artystach. Jeśli przeanalizować skalę obciążeń fiskalnych nałożonych na zagraniczne i węgierskie korporacje czy liczbę odebranych przywilejów w mundurówce, trudno nie zauważyć genezy PR-owskiej porażki Orbana. Węgierski premier, którego partia Fidesz wraz z koalicjantem ma w parlamencie większość konstytucyjną – postawił wszystko na jedną kartę. Koszty kryzysu miały ponieść w podobnych proporcjach: biznes, wpływowe grupy zawodowe i statystyczny Kovacs.

Spróbuję pokazać na kilku przykładach, dlaczego Orban nie może liczyć na dobrą prasę w kraju i za granicą. I dlaczego nie ma to związku z jego domniemanym zamachem na demokrację.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.