Politycy wyhodowali romantycznych bandytów

Sylwia Czubkowska
Sylwia CzubkowskaDGP / Marek Matusiak
23 stycznia 2012

Ruch aktywistów hakerów jest niezwykle romantyczny. Walczy o prawa milionów internautów uciskanych przez polityków i korporacje. Świetnie operuje popkulturowymi symbolami – np. swoim symbolem, czyli maską z V jak Vendetta. Właśnie zaczął rekrutować w Polsce. I chętnych do przyłączenia się do tej internetowej bandyterki podlanej sosem walki o prawa człowieka nie brakuje.

Podziękujmy za to politykom, którzy zamiast informować i rozmawiać o planach dotyczących regulacji internetu, uważają, że lepiej to załatwiać po cichu. Może obywatele nie zauważą. Może nie zrozumieją, o co chodzi, toż to przecież takie skomplikowane kwestie prawne. Po co zawracać im głowę? Właściwie nie wiadomo, co Ministerstwo Kultury chciało osiągnąć, ukrywając niemalże do dnia podpisania ACTY swoje zamiary?

Można za to łatwo przewidzieć, co się będzie działo w najbliższych dniach. Gaszeniem pożaru zajmie się Michał Boni jako minister ds. cyfryzacji. Tak jak w poprzednich latach jako szef doradców strategicznych przy KPRM gasił pożary po próbie wprowadzenia Rejestru Usług i Stron Niedozwolonych czy implementacji dyrektywy audiowizualnej, która miała wprowadzić rejestrację serwisów wideo w sieci. Wtedy wystarczyło kilka spotkań z „blogerami i internautami” oraz wycofanie kontrowersyjnych przepisów. Miało być nawet lepiej, bo przecież powstało Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, w zamyśle mające koordynować prace (także legislacyjne) dotyczące sieci. MAiC już jest, ale zwyczaje polityków się nie zmieniły.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.