We wtorek o godz. 15 prezydent Bronisław Komorowski desygnuje dotychczasowego szefa rządu, przewodniczącego PO Donalda Tuska na premiera. Wcześniej przyjmie dymisję obecnego gabinetu i powierzy mu tymczasowe pełnienie obowiązków do czasu powołania nowej Rady Ministrów.
Reklama

Poinformowała o tym PAP w poniedziałek szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek. Uroczystość desygnowania Tuska na szefa nowego rządu odbędzie się w Pałacu Prezydenckim.

We wtorek prezydent weźmie także udział w inauguracyjnym posiedzeniu Sejmu, które rozpocznie się o godz. 11 oraz w inauguracyjnym posiedzeniu Senatu zaplanowanym na godz. 17. Na forum obu izb Komorowski wygłosi orędzie.

Zgodnie z konstytucją, na pierwszym posiedzeniu Sejmu premier składa dymisję gabinetu, którą przyjmie prezydent. Nie oznacza to, że rząd Donalda Tuska przestanie pracować po złożeniu dymisji. Prezydent przyjmując dymisję rządu, powierza mu dalsze sprawowanie obowiązków do czasu powołania nowej Rady Ministrów.

Także we wtorek Komorowski powierzy Tuskowi misję tworzenia nowego rządu. Tego dnia wieczorem zbiera się Rada Krajowa PO, która ma zatwierdzić koalicję rządową z PSL. 9 listopada decyzję w tej sprawie ma również podjąć Rada Naczelna PSL.

Do 22 listopada musi zostać zaprzysiężony nowy gabinet, który utworzy koalicja PO-PSL.

Tusk zapowiadał, że najpóźniej 6 grudnia wygłosi expose w Sejmie, po którym będzie głosowane wotum zaufania dla nowego gabinetu. Uzyskanie wotum zaufania jest warunkiem ukonstytuowania się rządu. Sejm uchwala je bezwzględną większością głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Tusk zapowiedział, że zmiany w rządzie będą "więcej niż kosmetyczne"

Tusk zapowiedział, że zmiany w rządzie będą "więcej niż kosmetyczne", ale nie będzie to rewolucja. Jak poinformował, pracę będzie kontynuować 5-6 ministrów.

Rzecznik rządu Paweł Graś mówił w niedzielę w Radiu ZET, że Donald Tusk, wśród osób, które zostaną w jego rządzie, wymienił już ministrów: rozwoju regionalnego Elżbietę Bieńkowską, finansów Jacka Rostowskiego, spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego i ministra w kancelarii premiera Michała Boniego. "Co do reszty, sprawa jest otwarta" - podkreślił rzecznik rządu.

W Sejmie VII kadencji wśród 460 posłów zasiądzie 207 przedstawicieli PO, 157 - PiS, 41 - Ruchu Palikota, 28 - PSL, 26 - SLD oraz jeden reprezentant Mniejszości Niemieckiej. Dotychczasowi koalicjanci PO i PSL mają więc łącznie 235 mandatów. To zaledwie o 4 mandaty więcej niż wynosi sejmowa większość.

Jeśli nie udałoby się utworzyć rządu w pierwszym kroku, wówczas Sejm - znów w ciągu dwóch tygodni - może wybrać premiera i proponowanych przez niego ministrów bezwzględną większością głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Prezydent powołuje tak wybraną Radę Ministrów.

Jeśli i Sejmowi nie uda się wybrać premiera, wówczas ruch znowu jest po stronie prezydenta, który może podjąć drugą próbę powołania premiera oraz pozostałych członków rządu (znów ma na to 14 dni). Wybrana w ten sposób Rada Ministrów musi uzyskać wotum zaufania od Sejmu (w ciągu kolejnych 14 dni).

Jeśli ta próba się nie powiedzie, lub gdy tak powołany rząd nie uzyska wotum zaufania, wówczas prezydent skraca kadencję Sejmu i zarządza wybory.