- Nie chcemy być lepsi od Warszawy. Nam metro jest potrzebne, bo miasto zatka się samochodami. Specjaliści z Korei, Japonii, czy Niemiec doradzają nam budowę. Bo to się opłaca w co najmniej półmilionowych miastach, z gęstym zabytkowym centrum, którego nie można wyburzać pod szersze ulice. I tam gdzie są banki, przemysł i biznes. My to wszystko mamy - cytuje słowa prof. Cezarego Madryasa prorektora Politechniki Wrocławskiej, dziennik Metro.

Głównym argumentem przeciwników budowy podziemnej kolejki we Wrocławiu są koszty. W Warszawie budowa II linii metra, która będzie miała długość  6,1 km, to koszt 4,17 mld zł. Zwolennicy przekonują jednak, że koszty budowy warszawskiego metra są rekordowo wysokie i biorąc przykład z innych europejskich miast (np. Pragi), można je znacznie obniżyć. 

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt położenia miasta. Odra przepływa przez miasto kilkoma wąskimi kanałami. Specjaliści przekonują jednak, że skoro w Amsterdamie była możliwość wybudowania podziemnej kolei, także Wrocław sobie z tym poradzi. Możliwe jest również poprowadzenie kolei nad ziemią, tak jak ma to miejsce w Nowym Jorku czy Vancouver. 

Pierwsze pomysły budowy metra we Wrocławiu sięgają lat 30. XX wieku. Od paru lat dyskusja nabiera tempa. W lipcu został powołany specjalny zespół naukowców z PAN, którzy w ramach prac studyjno-naukowych odpowiedzą na pytanie czy miasto potrzebuje metra, ile będzie kosztować jego budowa i jak najlepiej wybudować podziemne tunele. 

Budowa metra to jednak nie jedyny pomysł alternatywnego sposobu komunikacji miejskiej. W połowie przyszłego roku we Wrocławiu ma ruszyć kolej linowa. Połączy ona dwa brzegi Odry w okolicach Politechniki Wrocławskiej. Inwestorzy zakładają, że kolejka umożliwi transport do 370 osób na godzinę w każdym kierunku, przewożąc na drugi brzeg 15 pasażerów w około 2,5 minuty.