Minister spraw zagranicznych Syrii Walid el-Muallim zbagatelizował w środę sankcje nałożone przez Unię Europejską na jego kraj, deklarując, że Damaszek "zapomni, iż Europa znajduje się na mapie".

Muallim wygłosił transmitowane w telewizji przemówienie, aby wyrazić poparcie dla prezydenta Baszara el-Asada, przeciwko któremu od połowy marca trwają demonstracje, tłumione brutalnie przez siły bezpieczeństwa. Według opozycji zginęło w nich do tej pory 1,4 tys. osób.

Represje spotkały się z potępieniem ze strony społeczności międzynarodowej.

UE wprowadziła dotychczas zakaz wydawania wiz i zamroziła konta około 20 członków reżimu, w tym prezydenta Asada, a także wprowadziła embargo na broń i zawiesiła pomoc rozwojową dla Syrii. Możliwe jest zaostrzenie sankcji.

Reklama

Muallim ocenił, że poniedziałkowe sceptyczne reakcje UE na wystąpienie Asada, w którym zapowiedział on dialog narodowy i przeprowadzenie wyborów, wskazują, iż Europa chce w Syrii "zaszczepić przemoc i chaos".

Minister zaapelował następnie o zmianę stanowiska do prezydenta Turcji Abdullaha Gula, który określił deklaracje Asada jako "niewystarczające". Muallim oskarżył także szefa francuskiej dyplomacji Alaina Juppe o żywienie "kolonialnych iluzji" i oświadczył, że Francja nie ma żadnego wpływu na sytuację w Syrii.

Szef syryjskiego MSZ zaprzeczył także doniesieniom, by Damaszek korzystał z pomocy Iranu lub libańskiego Hezbollahu przy rozprawie z demonstrantami. Stany Zjednoczone oskarżyły Iran o udział w tłumieniu protestów.

Minister Muallim oświadczył ponadto, że zabójstwa niektórych członków syryjskich służb bezpieczeństwa wskazują, że za aktami przemocy w kraju może stać Al-Kaida.