Po delegalizacji przed dwoma laty hazardu w Rosji kasyna nie zniknęły. Zamiast tego cieszą się quasi-mafijną ochroną najwyższych rangą urzędników. Milczenie szefa podmoskiewskiej prokuratury miało kosztować 50 tys. dol. miesięcznie.
Prokurator generalny Jurij Czajka w czwartek ogłosił dymisję kierownictwa prokuratury obwodu moskiewskiego, w tym jej szefa Aleksandra Mochowa. W piątek Mochow został dodatkowo zdegradowany. Śledczy kryszowali, czyli kazali sobie płacić za ochronę sieci nielegalnych kasyn w okolicach Moskwy. Według „Kommiersanta” pośrednikiem między prokuratorami a biznesmenami był syn Czajki, 35-letni prawnik Artiom, zaś o brak zainteresowania ze strony organów ścigania miał dbać zastępca Czajki Władimir Malinowski.
Imieniny u gangstera
Pierwszych aresztowań FSB dokonała jeszcze w lutym. Wówczas chodziło jednak o trzech milicjantów średniego szczebla (1 marca milicję przemianowano na policję) oraz właściciela 15 podziemnych kasyn Iwana Nazarowa. W toku śledztwa okazało się, że na czele kryszy stał zastępca Mochowa Aleksandr Ignatienko, zaprzyjaźniony z Nazarowem. Bulwarowy, ale dysponujący znakomitymi kontaktami w służbach portal Life News opublikował zdjęcia z imprezy imieninowej Nazarowa, na której świetnie bawili się Ignatienko i pięciu innych prokuratorów. Biznesmen zarabiał miesięcznie 5 – 10 mln dol., z czego po 50 tys., jak twierdzi jeden ze świadków, miało trafiać do Ignatienki i Mochowa.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.