Azjatyckich szkół biznesu boi się już nawet Harvard Business School

12 lutego 2011

Szkoły biznesu w Chinach, Hongkongu czy Singapurze coraz skuteczniej walczą o zachodnich studentów. Oferują im coraz wyższy poziom, atrakcyjne czesne i wręcz nieograniczone perspektywy kariery - dzięki temu pną się w górę w rankingach najlepszych uczelni i zagrażają samej Harvard Business School.

Szybko rozwijające się kraje Dalekiego Wschodu są nie tylko gotowe wchłonąć rosnące zastępy dobrze wykwalifikowanych menedżerów z USA i Europy. Coraz częściej same chcą ich kształcić.

– Amerykanie mają swoją Ivy League (stowarzyszenie ośmiu najstarszych i najbardziej elitarnych uniwersytetów w USA – red.). Dlaczego my nie mielibyśmy założyć własnej ligi i rzucić wyzwania renomowanym uczelniom – mówił latem ubiegłego roku Nick Soriano, szef marketingu Nanyang Technological University. Ta czołowa uczelnia biznesowa w Singapurze uruchomiła wówczas do spółki z hongkońskim University of Science and Technology (HKUST), szanghajskim China Europe International Business School (CEIBS) oraz Indian School of Business w Hajdarabadzie program zacieśnionej współpracy. Cel tego mariażu jest prosty: przyciągnąć jak najwięcej zachodnich studentów, którzy nie tylko podniosą renomę wschodnich uczelni w oczach największych globalnych korporacji, lecz także zostawią na kampusie spore pieniądze. Dlatego od kilku miesięcy ich przedstawiciele objeżdżają najlepsze centra uniwersyteckie kształcące biznesowe kadry od Los Angeles po Paryż, przekonując studentów, by jak najszybciej przenieśli się do nich. Mają przy tym w ręku coraz więcej mocnych kart.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.