Dzięki telewizyjnym widowiskom Polacy pokochali taniec. Na ich miłości coraz trudniej jednak zarobić. Klienta trzeba przekonać bonusami, wyjątkowym wnętrzem albo świetną lokalizacją.
Karnawał nie karnawał – Polacy rozkochani w tańcu, szturmują parkiety. Rynek stał się jednak bardzo wymagający i na tej miłości coraz trudniej zarobić.
Do tanecznego biznesu wzięły się największe nazwiska. – Trzydzieści pięć lat doświadczenia. Dziesiątki par tanecznych, które wygrywały konkursy. A czy ktoś mnie pamięta z telewizji, czy nie, nie ma znaczenia – irytuje się Piotr Galiński, choreograf i trener tańca towarzyskiego z własną szkołą. Szeroka publiczność poznała go jako jurora „Tańca z gwiazdami” w TVN, który przed pięcioma laty zapoczątkował u nas modę na taniec. Dziś boom na rynku próbują wykorzystać amatorzy, ale według Galińskiego są bez szans. – W Warszawie jest już około setki szkół tańca, z czego część świeci pustkami. Spotkałem dziewczynę, która sama uczyła się tańczyć i po kursie postanowiła otworzyć szkołę dla innych. To nieporozumienie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.