Ostra walka na tanecznym parkiecie. Czyli jak zarobić na miłości do tańca

Lekcja tańca
Lekcja tańcaST
15 stycznia 2011

Dzięki telewizyjnym widowiskom Polacy pokochali taniec. Na ich miłości coraz trudniej jednak zarobić. Klienta trzeba przekonać bonusami, wyjątkowym wnętrzem albo świetną lokalizacją.

Karnawał nie karnawał – Polacy rozkochani w tańcu, szturmują parkiety. Rynek stał się jednak bardzo wymagający i na tej miłości coraz trudniej zarobić.

Do tanecznego biznesu wzięły się największe nazwiska. – Trzydzieści pięć lat doświadczenia. Dziesiątki par tanecznych, które wygrywały konkursy. A czy ktoś mnie pamięta z telewizji, czy nie, nie ma znaczenia – irytuje się Piotr Galiński, choreograf i trener tańca towarzyskiego z własną szkołą. Szeroka publiczność poznała go jako jurora „Tańca z gwiazdami” w TVN, który przed pięcioma laty zapoczątkował u nas modę na taniec. Dziś boom na rynku próbują wykorzystać amatorzy, ale według Galińskiego są bez szans. – W Warszawie jest już około setki szkół tańca, z czego część świeci pustkami. Spotkałem dziewczynę, która sama uczyła się tańczyć i po kursie postanowiła otworzyć szkołę dla innych. To nieporozumienie.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.