"Dzisiaj, kiedy w Moskwie czeka się na wysokich gości z krajów NATO, kiedy po raz pierwszy po Placu Czerwonym maszerować będą europejscy i amerykańscy żołnierze, kiedy pojednaliśmy się z Polską, której p.o. prezydenta (Bronisław Komorowski) także przyjedzie, Stalin jest absolutnie nie na miejscu" - konstatuje w piątek ta opiniotwórcza gazeta.

"Wiedomosti" podkreślają, że "nie po to otwiera się archiwa dotyczące Katynia, aby zaraz po tym wywieszać portrety sprawcy tego mordu".

"Nie po to (Dmitrij) Miedwiediew i (Władimir) Putin mówią o nim jako o zbrodniarzu, aby demonstrować jego wizerunek całej Europie na głównych placach stolicy" - wskazują.

Zdaniem dziennika, próba odwołania się burmistrza Moskwy Jurija Łużkowa do "oświeconego stalinizmu" była podyktowana interesami walki o utrzymanie stanowiska.

"Jeśli Łużkow chciał zbić kapitał polityczny, to tylko sobie zaszkodził. Jeśli natomiast chciał - odchodząc - głośno trzasnąć drzwiami, to nie pozwolono mu tego zrobić" - piszą "Wiedomosti".

W czwartek pierwsza wiceburmistrz stolicy Ludmiła Szewcowa poinformowała, że moskiewskie władze zrezygnowały z umieszczania na ulicach i placach billboardów ze Stalinem. Zamiast tego plakaty z wizerunkiem tyrana zostaną wyeksponowane w kilku muzeach, w których w dniach obchodów 65. rocznicy zwycięstwa będą się spotykać weterani wojenni.

Szewcowa wyjaśniła, że decyzję zmieniono na prośbę weteranów, którzy obawiali się aktów wandalizmu.