"Pozdrawiam z Katynia" - sms takiej treści otrzymało kilku przyjaciół ks. Indrzejczyka w sobotni poranek 10 kwietnia. Mieli nadzieję, że poleciał innym samolotem. "Kiedy zaczęli dzwonić, żeby dopytać, usłyszeli tylko komunikat poczty głosowej: +Proszę spróbować później+" - napisał we wspomnieniu redaktor "Więzi" Zbigniew Nosowski. Jak się okazało, sms-y zostały wysłane jeszcze z Warszawy przed startem samolotu.

"Wybitny duchowny i bardzo dobry człowiek" - powiedział o nim premier Donald Tusk podczas ceremonii powitania trumien z ciałami ofiar katastrofy.

Ks. Indrzejczyk urodził się 14 listopada 1931 r. w Żychlinie (woj. łódzkie). Na kapłana wyświęcił go w 1956 r. kardynał Stefan Wyszyński. Po 13 grudnia 1981 r. przestał się golić - jak prorocy ze Starego Testamentu - na znak żałoby. Nękany przez Służbę Bezpieczeństwa, odprawiał msze za Ojczyznę w żoliborskiej parafii Dzieciątka Jezus.

Przez 20 lat pełnił funkcję kapelana Szpitala Psychiatrycznego w Tworkach, kolejne kilkanaście lat był proboszczem.

Dwukrotnie był też krajowym duszpasterzem służby zdrowia - w latach 1961-1976 oraz w latach 1989-1994. Jako duszpasterz udzielał się także w ruchu ekumenicznym - był członkiem Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, przez pewien czas jej wiceprzewodniczącym.

Kapelanem prezydenta został 23 grudnia 2005 r. po wygranych wyborach przez Lecha Kaczyńskiego. Chociaż do tej pory do posługi w Pałacu mianowani byli wojskowi kapelani, Lech Kaczyński poprosił Prymasa Polski, by to ks. Indrzejczyk został jego kapelanem.

Jednak nawet wtedy nie przestał uczyć religii w szkole muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Warszawie. "Wybierając drogę kapłaństwa, wybierałem równocześnie drogę nauczyciela religii" - pisał kiedyś w "Znaku". Katechizacja była jego pasją.

Dla wielu uczniów żoliborskiej szkoły muzycznej ostatnie wspomnienie to piątkowa lekcja, którą ks. Roman skrócił o pięć minut, bo szykował się do Katynia. "Na pożegnanie powiedział: +Trzymajcie się+" - przypominali sobie w rozmowach.

Po katastrofie w oknie szkoły zawisł nekrolog: "Odszedł od nas ukochany przyjaciel, opiekun i wychowawca ks. Roman Indrzejczyk, +zwyczajny ksiądz+. Człowiek niezwykle skromny, bogaty intelektem, dobrocią i miłosierdziem". Uczniowie sami umówili się w internecie, że w poniedziałek stawią się w szkole w galowych strojach. Minutą ciszy uczcili pamięć księdza Romana na uroczystym apelu. Założony wiele lat temu przez niego chór Laudate Dominum wykonał "Kyrie eleison" z "Mszy" Leo Delibes i "Stabat mater dolorosa" Giuseppe Tartini.

"Swoim uczniom stawiam dobre stopnie lub bardzo dobre. Zdarzało mi się nieraz usłyszeć: +Proszę księdza, nie zasługuję na taką ocenę+. Odpowiadam wtedy: +Wiem, ale wydaje mi się, że masz w sobie wiele możliwości i chęci. Więc jeśli teraz na piątkę nie zasługujesz, no to zasłuż+" - opowiadał w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

Mawiał o sobie, że jest zwykłym księdzem i że ma skłonność do wmawiania ludziom, że są dobrzy. "I nawet czasami ich przekonuję: pozwólcie mi wierzyć, że tak jest. To bardziej wyzwala w ludziach chęć służenia innym" - opowiadał.

Pisał wiersze. W jednym z nich przestrzegał: "Nie we wszystkich sprawach musisz się odzywać/ Nie o każdej rzeczy masz swoje mieć zdanie/ (...) Ważniejsze jest czasem zwykłe zrozumienie i uśmiech człowieka/ Wszak nie wszystko musisz i nie wszystko możesz, nie wszystko potrzebne... Umiej się z tym zgodzić". (PAP)

bk/ ral/ malk/ gma/