Przewodniczący komisji Mirosław Sekuła (PO) powiedział PAP w przerwie przesłuchania Kamińskiego, że jest negatywnie zaskoczony treścią zaznań b. szefa CBA.
"Wynika z nich, że najprawdopodobniej - taka jest moja pozytywna interpretacja - na skutek nieprofesjonalizmu albo CBA, albo pana ministra Kamińskiego, dwukrotnie pan Kamiński wprowadził premiera w błąd. Za pierwszym razem, kiedy stwierdził, że z projektu ustawy zostały wycofane tzw. dopłaty, a nie zostały, a drugi raz w piśmie z 12 sierpnia 2009 r., wtedy kiedy na udowodnienie tezy o zaangażowaniu w proces legislacyjny są przytoczone podsłuchy, które absolutnie nie dotyczą procesu legislacyjnego, a decyzji administracyjnej" - mówił Sekuła.
W jego ocenie, jeżeli jest to nieprofesjonalizm CBA lub jego b. szefa, to fatalnie świadczy to o tej instytucji i Kamińskim. "Natomiast jeżeli to było celowe, to znaczy, że pan minister Kamiński dwukrotnie okłamał premiera" - dodał szef komisji śledczej.
"Ja na ten temat wiedzę mam w miarę pewną, w związku z tym uważam, że albo to było nieprofesjonalne, albo po prostu celowe wprowadzenie w błąd"
Sekuła podkreślił również, że w sprawie słów Zbigniewa Chlebowskiego: "Rysiu, na 90 proc. że załatwimy" ma "wiedzę w miarę pewną", że nie dotyczyły one usunięcia z projektu nowelizacji ustaw o grach i zakładach wzajemnych dopłat, a pozytywnej decyzji Ministerstwa Finansów dotyczącej koncesji dla biznesmena Ryszarda Sobiesiaka na prowadzenie kasyna we Wrocławiu. "Ja na ten temat wiedzę mam w miarę pewną, w związku z tym uważam, że albo to było nieprofesjonalne, albo po prostu celowe wprowadzenie w błąd" - zaznaczył Sekuła.
Zbigniew Wassermann (PiS) uważa natomiast, że aby afera hazardowa była czytelna dla opinii publicznej, to należy ją sprowadzić do oceny wiarygodności. W tym kontekście - jak mówił - zeznania Kamińskiego mają bardzo ważne znaczenie.
"Czy prawdę mówi Mariusz Kamiński (...) który ujawnił tę aferę i powiadomił premiera prosząc o reakcję, czy premier, który mówi, że to była pułapka na niego, a Mariusz Kamiński z powodów politycznych tak się zachował" - zastanawiał się poseł PiS. Jego zdaniem, rozstrzygnięcie tej kwestii będzie rozwiązaniem sprawy.
"Ja mogę tylko powiedzieć, że to co mówił Mariusz Kamiński jest logiczne, znajduje oparcie w dokumentach"
Zaznaczył, że nie można także pominąć kwestii, iż w tle całej sprawy jest skandaliczna historia porażki państwa z hazardzistami, którzy "piszą ustawę w swoim interesie, wykorzystując do tego przedstawicieli władzy".
Pytany, która ze stron jest - jego zdaniem - bardziej wiarygodna, odparł, że chce poczekać do zakończenia prac komisji. "Ja mogę tylko powiedzieć, że to co mówił Mariusz Kamiński jest logiczne, znajduje oparcie w dokumentach" - powiedział poseł PiS.
Dodał, że teraz należy poczekać na to, co powiedzą inni świadkowie, "bo teraz praca komisji będzie polegała na weryfikacji wiarygodności tego, co usłyszeliśmy od Mariusza Kamińskiego".
Wiceszef komisji Bartosz Arłukowicz (Lewica) powiedział dziennikarzom, że pytał Kamińskiego głównie o przeciek informacji o akcji CBA, bo - jak ocenił - o tym, co robili Mirosław Drzewiecki i Zbigniew Chlebowski śledczy praktycznie wszystko wiedzą.
"Tak naprawdę słabości ludzkie pana posła Chlebowskiego, czy Drzewieckiego, nie są najważniejszym problemem tej sprawy"
"Tak naprawdę słabości ludzkie pana posła Chlebowskiego, czy Drzewieckiego, nie są najważniejszym problemem tej sprawy. Od tego jest dobre państwo i dobre instytucje państwa, żeby właśnie te słabości ludzkie ograniczać, bądź - jeśli człowiek podda się tym słabościom - umieć skutecznie z nimi walczyć" - podkreślił Arłukowicz.
Polityk uważa, że to, o czym mówił Kamiński, "trzeba mocno przesiać", by wyciągnąć z jego zeznań suche fakty. "Złożenie tych faktów z przyszłymi przesłuchaniami Drzewieckiego, Chlebowskiego i na końcu pana premiera, dołożenie do tego dokumentów, w tym także dokumentów ściśle tajnych, daje pełen obraz" - mówił Arłukowicz. Zastrzegł jednak, że nie będzie przedstawiał swojej tezy dotyczącej afery hazardowej, bo póki co nie ma na nią dowodów.
Franciszek Stefaniuk (PSL) zastanawia się, "czy zamiast rozmowy z premierem nie byłoby racjonalniej, by CBA poczekało aż rząd zakończy prace nad projektem nowelizacji ustawy, przed zgłoszeniem jej do Sejmu", jeśli - jak mówił - "CBA uważało, że ktoś miał wpływ na prace legislacyjne, a te wpływ miał mieć skuteczny charakter".
Pytany z kolei o źródło przecieku w aferze hazardowej, Stefaniuk zwrócił uwagę, że sam fakt obecności kilku osób na spotkaniu u premiera w sierpniu 2009 roku oznaczał, że "nie da się szczelnie zamknąć sprawy w czterech ścianach". "Jeśli sprawa dotyczy kilku resortów, to jak to można określić jako ściśle tajne" - zastanawia się poseł ludowców. "To były skutki źródła przecieku. Źródłem przecieku mogła być sama rozmowa premiera i szefa CBA - dodał Stefaniuk.