Przychodzi baba do internauty, czyli jak Polacy leczą się w sieci

14 listopada 2009

Wolimy szukać porad na forach niż u lekarzy.

Abstynencja na świńską grypę, etopiryna na sztywność dłoni, dieta cytrynowa na swędzącą wysypkę i antybiotyk po zmarłej babci na przeziębienie – takie metody leczenia polecają sobie nawzajem internauci. Poradnictwo w sieci kwitnie, bo – jak zgryźliwie zauważają lekarze – Polacy doskonale znają się na medycynie i nie chcą tej wiedzy samolubnie zatrzymywać dla siebie. Tę zgryźliwość tłumaczy fakt, że medycy zdają sobie sprawę z tego, iż nieodwołalnie stracili monopol na udzielanie porad zdrowotnych. Jak wynika z raportu firmy badawczej Gemius, już co trzeci polski internauta szuka informacji na temat własnego zdrowia nie w gabinecie lekarskim, ale w sieci.

Pacjent stawia diagnozę

– Zawsze wchodzą do gabinetu z ogromną pewnością siebie. Oni przecież już wszystko sprawdzili, przeczytali i doskonale wiedzą, co im jest. A ode mnie chcą tylko potwierdzenia diagnozy – opowiada Sławomir Czachowski, wojewódzki konsultant medycyny rodzinnej z Torunia. Niektórzy już od progu proszą o wypisanie recepty na konkretne lekarstwo, są i tacy, którzy wyciągają z kieszeni kartkę z wydrukowanym z internetu opisem ich domniemanego schorzenia. Zdaniem Czachowskiego 95 proc. tego typu rozpoznań nie ma nic wspólnego z rzeczywistą chorobą. – Z bólu brzucha i lekkiej niestrawności powstaje zaraz teoria o wrzodach i raku żołądka. Kobieta, która ma problemy z nieregularnym okresem, rozpoznaje u siebie nowotwór jajników, a zwykły ból gardła u dziecka to co najmniej angina. No i oczywiście w ostatnich dniach każde kaszlnięcie i kichnięcie to z pewnością świńska grypa – mówi.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.