Uchodźcy wracają na szlaki prowadzące do Europy. Bruksela planuje we wrześniu przedstawić projekt nowej polityki migracyjnej
Reklama
Pierwsze półrocze tego roku było jednym z najspokojniejszych w ciągu dekady. To efekt zamknięcia i obostrzeń wprowadzonych na czas pandemii. W tym czasie liczba migrantów nielegalnie przybywających do Europy spadła o jedną piątą w porównaniu z 2019 r. Agencja Frontex odnotowała w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 36 tys. 400 przypadków nielegalnego przekroczenia granic zewnętrznych UE. Ale kiedy Europa zaczęła znosić restrykcje, migranci wrócili na szlak.
Statystyki rosną od trzech miesięcy. Tylko w lipcu granice europejskie przekroczono nielegalnie 8 tys. 650 razy – o prawie jedną trzecią więcej niż w czerwcu.

Znowu płyną do Włoch

Są cztery główne szlaki, którymi migranci przybywają do Europy, odcinki: zachodni, centralny i wschodni Morza Śródziemnego oraz prowadzący drogą lądową przez Bałkany Zachodnie. W tym roku najczęściej uczęszczany jest szlak prowadzący przez środkową część Morza Śródziemnego. Tylko w lipcu przybyło nim 4 tys. 650 osób, co daje liczbę ponad dwukrotnie wyższą niż w poprzednim miesiącu. Najwięcej migrantów przybywa z Tunezji, a wśród nich poza Tunezyjczykami drugą najliczniejszą grupą narodowościową są Banglijczycy. Od początku tego roku liczba przybyszów przeprawiających się do Europy szlakiem centralnym wzrosła w stosunku do tego samego okresu sprzed roku o 155 proc. Łącznie przybyło nim od 1 stycznia 13 tys. 142 migrantów. Niewiele mniej – bo 11 tys. 300 osób – trafiło do UE szlakiem prowadzącym przez Bałkany Zachodnie. Wybierali go przybysze, którym wcześniej udało się dostać do Grecji i po zniesieniu obostrzeń ruszyli w dalszą drogę.
Chociaż ostatnie trzy miesiące są alarmujące, to sytuacja jest nieporównywalna z kryzysem z 2015 r. Co więcej, w ostatnich latach przypadków nielegalnych przekroczeń ogólnie było mniej. Podczas gdy pięć lat temu przez morze do Europy dotarł milion osób, to w 2018 r. było to już niecałe 117 tys. osób.
Ale nielegalna migracja pozostaje problemem, zwłaszcza dla Włochów, Greków i Hiszpanów. Na włoską wyspę Lampedusa przed tygodniem tylko w ciągu ośmiu godzin z tunezyjskiego wybrzeża przybyło 276 osób. Łącznie na wyspie zamieszkałej przez niecałe 6 tys. osób znajduje się dziś 1 tys. 400 przybyszów. Jak podała włoska agencja Ansa, ośrodki dla migrantów na Lampedusie od kilku tygodni były zapełnione znacznie ponad swoje możliwości.

Porzuceni na morzu

Z kolei Grecja według śledztwa amerykańskiego dziennika „The New York Times” próbuje pozbyć się problemu, pozostawiając łodzie z migrantami na morzu. Według gazety praktyka ta nasiliła się w czasie zamknięcia i od marca grecka straż przybrzeżna, korzystając z pandemii, miała porzucić na morzu ponad tysiąc osób. Grecy nie ratują łodzi z migrantami, zostawiają to tureckiej straży przybrzeżnej. Grecki premier Kyriakos Mitsotakis zaprzeczył tym oskarżeniom, uznając, że Grecja padła ofiarą kampanii dezinformacyjnej. Ale po telewizyjnym wywiadzie Mitsotakisa dla CNN organizacja pozarządowa Legal Centre Lesbos, działająca na tej greckiej wyspie, napisała na Twitterze, że szef greckiego rządu zaprzecza rzeczywistości, a praktyka porzucania migrantów jest szeroko rozpowszechniona, systematyczna i nielegalna.

Problem rozwiązywany na granicach

Do rozwiązania problemu ponownie zabiera się Bruksela. Nowy pakt migracyjny miał zostać zaprezentowany początkowo w marcu, ale pandemia opóźniła te plany. Teraz jest zapowiadany na wrzesień. Według przecieków w projekcie rozwiązań ma się znaleźć propozycja utworzenia ośrodków azylowych na granicach UE. W nich przybysze będą mogli składać wnioski o azyl i liczyć na ich szybkie rozpatrzenie. Obecnie prawo nakłada ten obowiązek na pierwszy kraj w UE, do którego dotrze przybysz, ale dla Grecji i Włoch takie rozwiązanie jest zbyt przytłaczające. Zmianę blokowały jednak inne kraje i reforma przez lata znajdowała się w impasie. Teraz KE widzi szansę na kompromis właśnie w ośrodkach umieszczonych na granicach UE.
Aby to nowe rozwiązanie działało, Unię Europejską czeka usprawnienie systemu odsyłania migrantów. Według Europejskiego Trybunału Obrachunkowego zaledwie 40 proc. migrantów o nieuregulowanym statusie wraca dzisiaj do kraju pochodzenia lub wyjeżdża do kraju trzeciego. Wyjściem miały być umowy z sąsiadującymi z UE państwami. Te jednak nie są skore do ich negocjowania.
Komisja Europejska proponowała już reformę prawa azylowego, jednak bezskutecznie. Egzaminu nie zdała również zaproponowana pięć lat temu relokacja. W ciągu dwóch lat obowiązywania tego mechanizmu udało się z Włoch i Grecji przemieścić do innych krajów 34 tys. 705 spośród zakładanych 160 tys. osób. Polska, Węgry i Czechy weszły na ścieżkę sporu z KE, odmawiając w ogóle przyjmowania migrantów. Sprawa skończyła się w Trybunale Sprawiedliwości UE, który na początku kwietnia tego roku orzekł, że kraje złamały unijne prawo.
Dziś jeszcze nie wiadomo, czy w nowym pakcie migracyjnym znajdzie się mechanizm automatycznego rozdzielania uchodźców pomiędzy kraje członkowskie.