Masowe testy i ścisły monitoring pomogły władzom w Seulu w walce z koronawirusem.
Reklama
Bezprecedensowe środki ostrożności i niemal pewna wygrana rządzących demokratów. Dzisiaj w Korei Płd. ostatni dzień głosowania w wyborach parlamentarnych. To pierwsze państwo wysoko rozwinięte, które nie przeniosło ogólnokrajowego głosowania od czasu wyborów w Izraelu 2 marca. Ich przeprowadzenie przez Seul wpisuje się w południowokoreańską taktykę walki z wirusem – masowe testy i kwarantanna przy minimalnych utrudnieniach w funkcjonowaniu państwa i gospodarki.
Przedterminowe głosowanie w Korei Płd. rozpoczęło się w piątek. Wprowadzono je przed siedmioma laty, co miało pomóc rozładować tłok przed urną. To dodatkowy atut w czasach epidemii. Poza tym wyborcy przed wejściem do lokalu mają obowiązek założyć maskę i plastikowe rękawiczki oraz skorzystać ze środka dezynfekującego. Zanim dostaną kartę do głosowania, mierzy się im temperaturę. Jeśli ktoś ma więcej niż 37,5 st. C, jest kierowany do specjalnych kabin.
Oddzielne lokale przewidziano dla pracowników medycznych oraz 2800 osób aktualnie chorych na COVID-19 (w sumie zachorowało tam 10,6 tys. ludzi, jednak większość już wyzdrowiała). Z kolei 46,5 tys. przebywających na kwarantannie może oddać głos pocztą albo po zamknięciu lokalu przyjść do niego na piechotę lub przyjechać prywatnym samochodem. Trasę będą monitorować władze za pomocą specjalnej, obowiązkowej aplikacji.
Spośród 300 członków Zgromadzenia Narodowego 253 jest wybieranych w okręgach jednomandatowych, a 47 miejsc zostanie rozdzielonych między partie w ordynacji proporcjonalnej. Sondaże dają zwycięstwo rządzącej Demokratycznej Partii Korei (Minju). Według dwóch badań z 6–8 kwietnia w części większościowej Minju może liczyć na 43–44 proc. głosów, podczas gdy druga Zjednoczona Partia Przyszłości – na 23–30 proc. Część proporcjonalna ma być bardziej wyrównana. Według Gallupa Minju wygra ją 23:22, a zdaniem Realmeter przegra 24:28.
Koreańczykom podoba się sposób, w jaki rząd walczy z zakażeniami SARS-CoV-2. Aprobuje go 60 proc. badanych, a prezydent Moon Jae-in wzniósł się dzięki niemu na wyżyny popularności, bijąc rekord sprzed 16 miesięcy. Podobnie jak w Polsce, także w Korei Płd. zdarzały się głosy, by przenieść elekcję z obawy przed wzrostem liczby chorych. Ten azjatycki kraj jest jedynym państwem obok Kiribati na Pacyfiku i afrykańskiego Mali, które zdecydowało się na wybory w kwietniu. Seul postawił na swoim, co wpisuje się w taktykę Moona walki z pandemią.
Rząd walczy o utrzymanie gospodarczej normalności na jak najszerszą skalę. Z drugiej strony wprowadzono masowe testy (także dla chętnych, nawet bez opuszczania samochodu) i monitorowanie osób, z którymi kontaktowali się zakażeni. W podobny sposób toczyła się kampania wyborcza. Politycy nie organizowali wieców i nie ściskali dłoni, dawali się za to fotografować podczas dezynfekowania swoich osiedli. Koreańczycy mają już szczyt epidemii za sobą, a w ostatnim tygodniu liczba nowych przypadków przyrastała o 0,3 proc. dziennie.
Zwycięstwo demokratów da głowie państwa wolną rękę na ostatnie dwa lata kadencji. Moon wywodzi się z Minju i szef rządu z tej samej partii pozwoli mu kontynuować dotychczasową politykę. Demokraci zamierzają nadal próbować łagodzić relacje z komunistycznym sąsiadem z Północy oraz luzować politykę fiskalną, by pomóc w tworzeniu nowych miejsc pracy po spodziewanych problemach gospodarczych, zarazem jednak podnosząc płacę minimalną. Singapurski bank UOB przewiduje, że z powodu pandemii PKB Korei Płd. obniży się w tym roku o 1 proc. Po krótkotrwałej zapaści w pierwszym półroczu jesienią recesja ma się już skończyć.