Wczorajsza wizyta tureckiego prezydenta w Brukseli to pierwszy krok do porozumienia.
Po blisko dwóch tygodniach napięć na granicy z Grecją Turcja zdecydowała się rozmawiać. Wczorajsza wizyta tureckiego przywódcy Recepa Tayyipa Erdoğana w Brukseli może stanowić punkt wyjścia do rozmów o nowym porozumieniu migracyjnym. Chociaż do zamknięcia tego numeru DGP ich wynik nie był znany, na dzień przed spotkaniem z przywódcami europejskimi Erdoğan sygnalizował taką możliwość.
Prezydent żąda, by Europa ponosiła większy ciężar utrzymania syryjskich uchodźców na tureckim terytorium. W marcu 2016 r. w zamian za zablokowanie możliwości nielegalnego przekroczenia granicy przez Turcję Unia Europejska złożyła Ankarze wiele obietnic, w tym wsparcia w wysokości 6 mld euro. Były też zobowiązania dotyczące politycznego zbliżenia z Turcją. Żadnej z tych obietnic Bruksela nie zrealizowała. Możliwe, że Erdoğan nie zadowoli się ich ponowieniem, ale będzie naciskał na nowe koncesje.
Reklama

Reklama
Nie jest jednak jasne, czy wszystkie europejskie stolice będą chciały ponownie układać się z Erdoğanem. W ostatnich dniach kanclerz Niemiec Angela Merkel i premier Holandii Mark Rutte wzywali do powrotu do porozumienia migracyjnego. Inni nie ukrywali rosnącego niezadowolenia z postawy tureckiego przywódcy. Ministrowie spraw zagranicznych 27 państw unijnych zgodzili się, że Turcja stosuje presję migracyjną do realizowania celów politycznych.
Chociaż szef unijnej dyplomacji Josep Borrell zapowiedział w piątek wypłacenie Turkom zaległych funduszy (do tej pory z przewidzianych umową 6 mld euro Bruksela przekazała Ankarze niecałe 3 mld), oferta dodatkowego miliarda na razie została zawieszona. Jako krok w kierunku porozumienia odczytano za to decyzję Erdoğana nakazującą straży przybrzeżnej powstrzymywanie przybyszów przed podejmowaniem niebezpiecznej przeprawy przez Morze Egejskie. Nastąpiło to po piątkowej rozmowie Erdoğana z Merkel. Nadal jednak napięta pozostaje sytuacja w pobliżu lądowej granicy pomiędzy Turcją a Grecją.
Tysiące osób, które po wycofaniu się przez Erdoğana z porozumienia migracyjnego ruszyły w podróż do Europy, utknęły przed zamkniętą przez władze w Atenach granicą. Przejście na drugą stronę uniemożliwiają służby greckie, ale przybysze często nie mają możliwości powrotu, blokowani także przez tureckich funkcjonariuszy. Obie strony oskarżają się nawzajem o używanie przemocy wobec migrantów i uchodźców.
Turcja twierdzi, że greccy funkcjonariusze strzelają do nich ostrą amunicją. CNN rozmawiała z postrzelonym w nogę 30-letnim Pakistańczykiem Ziśarem Omarem przebywającym w tureckim szpitalu. Nie ma jednak pewności, czy mężczyzna naprawdę został postrzelony przez greckich funkcjonariuszy.
Z kolei portal Bellingcat, weryfikujący informacje krążące w internecie, twierdzi, że Grecy używają gazu łzawiącego o dużym zasięgu, który w odróżnieniu od tego standardowego może zabić. Jednym z dowodów jest zdjęcie opublikowane przez Reutersa 1 marca, które przedstawia greckiego policjanta ładującego pocisk 560 CS.
Grecy za napiętą sytuację obwiniają tureckie władze, które po wycofaniu się przez Erdoğana z porozumienia migracyjnego nie tylko przestały powstrzymywać przed nielegalnym przekraczaniem granicy z Grecją, ale wręcz do tego zachęcały. W ten sposób turecki przywódca miałby realizować groźby kierowane w ostatnich miesiącach pod adresem Unii Europejskiej o wpuszczeniu milionów migrantów do Europy. Dlatego Ateny domagały się potępienia działań Erdoğana przez Unię.