Prokuratura Krajowa już miesiąc temu informowała, że zamierza postawić posłowi Stanisławowi G. dwa nowe zarzuty - poinformował w piątek PAP zastępca Prokuratora Generalnego Krzysztof Sierak.

„Prokuratura Krajowa już miesiąc temu informowała, że zamierza postawić posłowi Stanisławowi G. dwa nowe zarzuty – jeden dotyczący korupcji, a drugi prania brudnych pieniędzy. W związku z tym Prokurator Generalny wystąpił do Marszałka Sejmu o uchylenie immunitetu posłowi Platformy i zgodę na jego tymczasowe aresztowanie. Tę informację podawały wszystkie media, a wniosek skierowany do Marszałka Sejmu zna zarówno poseł Stanisław G., jak i powinien znać jego pełnomocnik, mecenas Roman Giertych, którym udostępniono akta sprawy" - poinformował Sierak.

"Dlatego pan mecenas się ośmiesza, sugerując, że doszło do wycieku z prokuratury informacji na temat zamiaru postawienia posłowi PO nowych zarzutów. Jeśli pan Giertych nie czyta dokumentów dotyczących swojego klienta, to powinien chociaż śledzić prasę, albo czytać komunikaty prokuratury na jej stronie internetowej. Z nich już w końcu czerwca by się dowiedział o szykowaniu przeciwko posłowi nowych zarzutów. Roman Giertych powinien to wiedzieć, jeśli faktycznie zajmuje się prawem i reprezentowaniem interesów posła Gawłowskiego, a nie polityczną hucpą” - wskazał zastępca Prokuratora Generalnego, cytowany w komunikacie.

Reklama

W piątek Roman Giertych, pełnomocnik posła PO Stanisława Gawłowskiego poinformował, że wniosek o przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego skierowany został do Prokuratury Regionalnej w Poznaniu, która prowadzi śledztwo w sprawie przecieków z postępowania karnego przeciwko Gawłowskiemu. Pełnomocnik podkreślił, że wniosek dotyczy czwartkowej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego w TVP, "który ogłosił, że we wrześniu poseł Stanisław Gawłowski będzie miał postawione nowe zarzuty karne".

"Dowiedzieliśmy się, że Jarosław Kaczyński posiada jakąś wiedzę ze śledztwa, co może świadczyć o tym, że posiada on jakąś wiedzę o łańcuszku wycieków" - podkreślił Giertych. Dodał, że on sam, jako pełnomocnik Gawłowskiego, nie ma takiej wiedzy. Według adwokata, wyciek mógł wystąpić w prokuraturze w Warszawie. "Możemy mieć do czynienia z jakimś wyciekiem stałym" - ocenił.

Reklama

Kaczyński w czwartek w TVP Info był pytany o słowa Stanisława Gawłowskiego, który po opuszczeniu aresztu, z mównicy sejmowej powiedział, że miejsce polityków PiS "jest w więzieniu". "Ta furia, która charakteryzuje opozycje i charakteryzowała od samego początku przejawia się m.in. w tego rodzaju groźbach" - odparł prezes PiS. "Jeżeliby je traktować poważnie to znaczy, że Polsce rzeczywiście grozi dyktatura i to taka odrzucająca wszelkie prawo, bo tylko przy odrzuceniu wszelkiego prawa można by doprowadzić do tego, żeby ludzie, którzy głosowali za jakimś rozwiązaniem w Sejmie, czy działali na zasadach opisanych w konstytucji (...) byli z tego powodu karani więzieni" - mówił. "To są takie rojenia, w tym wypadku człowieka, który przecież zaraz po wakacjach będzie miał kolejne zarzuty, bo sądzę, że Sejm uchyli mu immunitet także w innych sprawach" - dodał Kaczyński.

Jak powiedział Giertych, o istnieniu przecieków ze śledztwa do osób nieuprawnionych świadczy fakt opublikowania przez TVP protokołów z przesłuchania osób, które wynajmowały mieszkanie od posła Gawłowskiego. Sprawa związana jest z materiałami dziennikarskimi, które dotyczyły działalności w mieszkaniu należącym do Gawłowskiego - jak podawała TVP - agencji towarzyskiej.

Informację o tym, że w szczecińskim apartamencie posła Gawłowskiego świadczą usługi prostytutki podało w połowie maja br. Polskie Radio Szczecin. Materiały na ten temat powstały później także m.in. w TVP.

Stanisław Gawłowski przez swoich pełnomocników (przebywał wtedy w areszcie w związku m.in. z zarzutami korupcyjnymi) zapewniał, że nie miał wiedzy o tym, by w wynajmowanym mieszkaniu świadczone były "wątpliwe moralnie" usługi i uznał, że materiały opublikowane w mediach to "atak", mający na celu "poniżenie" go w oczach opinii publicznej.

W piątkowym komunikacie Prokuratura Krajowa podkreśliła, że nikt, poza stronami postępowania, nie zapoznawał się z aktami sprawy dotyczącej tzw. afery melioracyjnej, w toku której zarzuty ogłoszono m.in. posłowi PO Stanisławowi G. Prokuratura odniosła się do "nieprawdziwych informacji" medialnych.

"Prokuratura Krajowa informuje, że wielokrotnie na stronie internetowej Prokuratury Krajowej publikowane były oficjalne komunikaty prasowe dotyczące tzw. afery melioracyjnej i zarzutów stawianych m.in. podejrzanemu posłowi PO Stanisławowi G." - napisano w komunikacie. Wyjaśniono, że oświadczenie wydano w związku z "pojawiającymi się w mediach nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi śledztwa prowadzonego przez Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Szczecinie m.in. przeciwko podejrzanemu posłowi PO Stanisławowi G.". Podkreślono, że informacje o planowanych przez szczecińską delegaturę PK czynnościach, które zmierzają do postawienia posłowi PO kolejnych zarzutów: korupcyjnego i prania brudnych pieniędzy "zostały opublikowane na stronie internetowej Prokuratury Krajowej w komunikacie z dnia 25 czerwca 2018 roku".

Zaznaczono, że w komunikacie PK poinformowała o wniosku, który Prokurator Generalny skierował do marszałka Sejmu "o wyrażenie zgody na pociągnięcie posła PO Stanisława G. do odpowiedzialności karnej za te nowe dwa przestępstwa" i zastosowanie aresztu tymczasowego. Jak podkreśliła prokuratura, wniosek "jest znany podejrzanemu Stanisławowi G. oraz jego obrońcy".

"Prokuratura Krajowa informuje ponadto, że nikt, poza stronami postępowania, nie zapoznawał się z aktami sprawy dotyczącej tzw. afery melioracyjnej, w toku której zarzuty ogłoszono m.in. posłowi PO Stanisławowi G." - napisano.

Szczecińska delegatura Prokuratury Krajowej w połowie kwietnia br. przedstawiła posłowi PO pięć zarzutów, w tym trzy korupcyjne, związane z nieprawidłowościami inwestycyjnymi w Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie. Zarzuty dotyczą m.in. przyjmowania łapówek w kwocie do najmniej 175 tys. zł i dwóch drogich zegarków o wartości co najmniej 26 tys. zł. Gawłowski został zatrzymany, a następnie decyzją sądu trafił do aresztu tymczasowego.

W połowie lipca po trzech miesiącach poseł opuścił areszt; Sąd Okręgowy w Szczecinie zdecydował o warunkowym tymczasowym aresztowaniu. Gawłowski mógł wyjść z aresztu po wpłaceniu 500 tys. zł poręczenia majątkowego. Kwotę tę wpłacili członkowie jego rodziny. Sąd Apelacyjny w Szczecinie odrzucił zażalenie prokuratury na decyzję o zastosowaniu kaucji.

Prokurator Generalny pod koniec czerwca wystąpił do marszałka Sejmu z kolejnym wnioskiem o uchylenie immunitetu posłowi, a także o zgodę na tymczasowy areszt.

Prokuratura chce postawić posłowi kolejne zarzuty: korupcyjny i prania brudnych pieniędzy. Związane są z apartamentem w Chorwacji, który Gawłowski miał przyjąć od kołobrzeskiego biznesmena Bogdana K. Od tego samego przedsiębiorcy polityk miał przyjąć też 100 tys. zł łapówki.