Reklama

Rzecznik prasowy prokuratury Łukasz Łapczyński powiedział w piątek PAP, że Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o trzymiesięcznym aresztowaniu zatrzymanego, jednak zezwolił na to, by pozostał na wolności, jeśli wpłaci 100 tys. zł kaucji.

Łapczyński mówił wcześniej, że sandomierski biznesmen powoływał się na wpływy w Urzędzie Skarbowym. Przedstawiono mu zarzut płatnej protekcji - powoływania się na wpływy w instytucji państwowej i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w zamian za korzyści majątkową w kwocie 100 tys. zł.

W zamian za łapówkę biznesmen miał oferować załatwienie korzystnego rozstrzygnięcia podatkowego. Rzecznik przypomniał, że do popełnienia przestępstwa płatnej protekcji nie jest konieczne faktyczne posiadanie takich wpływów. "Wystarczy, że podejrzany na takie wpływy się powołuje lub utwierdza w istnieniu takich wpływów" - zaznaczył prokurator. "Podejrzany nie przyznał się do popełniania zarzucanego mu przestępstwa i złożył wyjaśnienia” - mówił w czwartek w rozmowie z PAP Łapczyński.

W środę Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej powiedział PAP, że w akcji agentów rzeszowskiej delegatury CBA zatrzymano we wtorek mężczyznę, który miał powoływać się na wpływy w Krajowej Administracji Skarbowej. "Mężczyznę zatrzymano na gorącym uczynku w dynamicznej akcji, podczas przyjmowania 50 tys. zł łapówki. Biznesmen z Sandomierza oferował w zamian za tę łapówkę załatwienie zwrotu nienależnego podatku VAT" - mówił Kaczorek.

Kaczorek zaznaczył, że sprawa będzie się rozwijać, a śledczy będą badali powiązania zatrzymanego i sprawdzali wcześniejsze działania - czy nie były związane z przestępstwami.

Przestępstwo płatnej protekcji zagrożone jest karą do ośmiu lat pozbawienia wolności.(PAP)

autor: Aleksander Główczewski