W uzasadnieniu decyzji Trybunał przekazał, że ustosunkuje się do wniosku dopiero po zakończeniu procesu, jaki przeciw Sanchezowi toczy się przed hiszpańskim Sądem Najwyższym.

Tymczasem prowadzący sprawę Sancheza sędzia SN Pablo Llarena poinformował już, że Sąd Najwyższy nie przychyli się do złożonego przez Sancheza wniosku o "tymczasowe zwolnienie" z aresztu.

W przyspieszonych wyborach do katalońskiego parlamentu z 21 grudnia Sanchez zdobył mandat z listy bloku Razem dla Katalonii (Junts per Catalunya, JxCat). Na początku marca szef tego ugrupowania i poprzedni premier regionu Carles Puigdemont ogłosił, że rezygnuje z ubiegania się o reelekcję.

Reklama

Puigdemont, w październiku ub.r. odwołany przez rząd w Madrycie z funkcji premiera, od listopada przebywa w Belgii. Twierdzi, że boi się wracać do Hiszpanii z obawy przed aresztowaniem.

We wtorek przewodniczący katalońskiego parlamentu Roger Torrent zapowiedział na 12 marca debatę nad zaprzysiężeniem nowego szefa regionalnego rządu, zaznaczając, że jedynym kandydatem na to stanowisko jest Sanchez.

Sanchez, były szef działającej na rzecz niepodległości regionu organizacji Zgromadzenie Narodowe Katalonii (ANC), jest oskarżony o bunt w związku z barcelońską demonstracją zorganizowaną pod koniec września ub.r. przez jego stowarzyszenie. Przez kilka godzin manifestanci blokowali wówczas budynki, w których żandarmeria (Guardia Civil) przeprowadzała rewizję.

Według dziennika "El Confidencial" Sanchez pojawił się jako hipotetyczny kandydat na premiera Katalonii w rezultacie tajnego porozumienia zawartego w lutym przez JxCat i Republikańską Lewicę Katalonii (ERC), największe proniepodległościowe ugrupowania tego regionu. Postanowiły one, że po rezygnacji Puigdemonta z ubiegania się o urząd premiera zgłoszą kandydaturę Sancheza.

Gazeta twierdzi, że w porozumieniu separatystów uznano jednak kandydaturę Sancheza za mało realną z uwagi na jego aresztowanie. Według "El Confidencial" kolejnym kandydatem JxCat i ERC na premiera Katalonii będzie Jordi Turull, były rzecznik rządu Puigdemonta.

Tymczasem - jak ujawnił w środę dziennik "La Vanguardia" - ministerstwo finansów w Madrycie poprosiło władze Katalonii o informacje na temat transferów pieniężnych dokonywanych od 2015 r. przez firmy i osoby publiczne na rzecz działań służących secesji regionu, w tym organizację referendum niepodległościowego z 1 października ub.r.

Według katalońskiego dziennika na liście potencjalnych sponsorów separatystów jest ponad 60 podmiotów, w tym około 50 firm.

Marcin Zatyka (PAP)