Poniedziałkowe przeszukiwania sonarem dna Wisły do stopnia wodnego Dąbie nie przyniosły rezultatów.

W poszukiwaniach wykorzystano także specjalne niemieckie psy tropiące, które nawet po tygodniu mogą odnaleźć ślad poszukiwanej osoby. W poniedziałek psy doprowadziły funkcjonariuszy w rejon mostu Kotlarskiego. Jeden wskazał stojącą nad brzegiem ławeczkę, drugi doprowadził do brzegu Wisły. Innych tropów nie podjęły. Z uwagi na fakt, iż psy mogą pracować jedynie 20 minut bez przerwy, poszukiwania przerwano.

Obecność Piotra Kijanki w rejonie mostu Kotlarskiego potwierdzają świadkowie. Mężczyzna mógł ta trasą wracać nocą do domu po spotkaniu z przyjaciółmi na krakowskim Kazimierzu. Jak informowała policja, dwójka rowerzystów widziała w tym czasie mężczyznę o podanym rysopisie, jak szedł pod mostem Kotlarskim. Istnieje także nagranie z pobliskiego osiedla Wiślane Tarasy, na którym widać idącego mężczyznę – choć jest to niedokładne nagranie.

Reklama

Mężczyzna w nocy 6 stycznia wyszedł z jednej z restauracji na Placu Nowym w Krakowie i nie wrócił do domu na os. Dąbie ani nie nawiązał kontaktu z rodziną. Jego telefon przestał działać jeszcze w restauracji.

Jak mówiła mediom żona zaginionego mężczyzny, razem z mężem i przyjaciółmi świętowali wtedy jej 30. urodziny. Ona wyszła jednak z restauracji nieco wcześniej. "Para jest po ślubie od trzech lat, mają dwuletniego synka i spodziewają się kolejnego dziecka" – podawała TVN24.

Do poszukiwania 34-letniego mieszkańca Krakowa Piotra Kijanki powołano kilka dni po zaginięciu specjalną grupę, złożoną z ekspertów komendy miejskiej i komendy wojewódzkiej policji w Krakowie. (PAP)

autor: Anna Pasek