Węgry: Nie taki pewny sojusznik, jak chce PiS

Viktor Orban
Viktor OrbanShutterStock
27 grudnia 2017

Chichotem historii jest to, że Komisja Europejska postanowiła zrzucić traktatową bombę atomową właśnie na Polskę. To Węgry są przecież krajem, wobec którego Parlament Europejski przegłosował aż sześć rezolucji. Państwem, w którym sąd konstytucyjny został definitywnie zmarginalizowany, funkcjonuje de facto jednoosobowa władza nad sądami (Krajowy Urząd Sądownictwa), a prezes Sądu Najwyższego został zmuszony do odejścia.

3204460-i02-2017-249-00000070b.jpg

Głos poparcia dla Warszawy przyszedł najpierw od wicepremiera Zsolta Semjéna, a potem także Viktora Orbána. O ile jednak Semjén deklarował zawetowanie ewentualnych sankcji, premier był ostrożniejszy i mówił o utrudnianiu ich wprowadzenia. Te szczegóły mają znaczenie. Utrudniać można także zakulisowo, przy stole negocjacyjnym prezentując tradycyjne dla Orbána podejście koncyliacyjne.

Poleganie przez PiS wyłącznie na Budapeszcie może być ryzykowne, by wspomnieć sprawę kandydatury Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Budapeszt się jej nie sprzeciwił, mimo lansowania przez PiS Jacka Saryusza-Wolskiego. Orbán niewiele sobie robił z wypowiedzi ministra Witolda Waszczykowskiego, który w  wywiadzie dla „Heti Válasz” stwierdził, że byłoby „nie do zaakceptowania, gdyby tak przyjacielski kraj popierał Tuska”.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.