Parafianowicz: Pozorna Realpolitik

Prezydent Andrzej Duda i prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan
Prezydent Andrzej Duda i prezydent Turcji Recep Tayyip ErdoganPAP / Bartłomiej Zborowski
18 października 2017

Rozsądny rząd, który racjonalnie prowadzi swoją politykę bezpieczeństwa – nie może pogardzić sojusznikiem dysponującym armią liczącą pół miliona żołnierzy. Państwem samodzielnie produkującym nowoczesne uzbrojenie i wydającym ponad 2 proc. PKB na wojsko. W końcu krajem, który jest jedyną obok Rosji realną siłą na Morzu Czarnym – dysponującą 16 fregatami, 8 korwetami i 13 okrętami podwodnymi.

Rozsądny rząd inwestuje w relacje z graczem takim jak Turcja. Szczególnie gdy partner nie skarży się na nadmiar sojuszników w świecie Zachodu. Giełdowe nawyki każą kupować, gdy jest dołek. Zdaje się, że takie założenie przyjęły polskie władze w odniesieniu do Recepa Tayyipa Erdogana.

Zakorzeniona w Realpolitik perspektywa jest mi bliska. Jeszcze przed przeprowadzonym w lipcu ubiegłego roku puczem miałem okazję z bliska przyjrzeć się temu, jak funkcjonuje współczesna Turcja. Na wczesnym etapie – nazwijmy to delikatnie – koncentracji władzy w rękach Erdogana ministrowie spraw zagranicznych i ds. europejskich przekonywali o nieodwracalnym kursie na UE. Oligarchowie wierni władzy nie bez racji zapewniali o modernizacji, która dokonała się za sprawą ekipy byłego burmistrza Stambułu. W tej pozytywnej narracji niepokoiły tylko liczby: 50 na 50. Czyli sondaże wskazujące równy podział społeczeństwa tureckiego w kwestii tego, czy Erdogan powinien za to wszystko zostać wyposażony w prerogatywy sułtana.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.