Autopromocja

Gregory Porter: Jazz wciąż ma w sobie wiele życia [WYWIAD]

Gregory Porter
Gregory PorterMedia
30 kwietnia 2017

Jazz nie zamienił się w amerykańską muzykę klasyczną. Wciąż ma w sobie wiele życia i wiele do powiedzenia - powiedział w rozmowie z PAP amerykański wokalista jazzowy Gregory Porter. 30 kwietnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Jazzu.

Stolicą tegorocznego "święta jazzu" jest Hawana. Podczas koncertu, który odbędzie się w Gran Teatro de la Habana Alicia Alonso zagrają m.in. Herbie Hancock, Ambrose Akinmusire, Cassandra Wilson, Kurt Elling, Marcus Miller, Esperanza Spalding i Regina Carter. Międzynarodowy Dzień Jazzu ustanowiony został przez UNESCO w 2012 r., aby "wyrobić wrażliwość społeczności międzynarodowych na muzykę jazzową, zainteresować jej korzeniami, nurtami, jak też znaczeniem tego gatunku muzyki jako ważnego środka komunikacji społecznej i dialogu między kulturami".

Gregory Porter: Zdecydowanie. Uważam, że styl, wizerunek i cel jazzu sprawia, że ta muzyka może w każdej chwili dokonać wolty, przewartościować się, całkowicie odmienić. To zależy od artysty lub jego publiczności. Są artyści, którzy rozważają obecną sytuację polityczną i społeczną w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Młodzi ludzie wyrażają swoje obawy i lęki w hip-hopie. Ci sami ludzie szukają dla siebie języka artystycznego wyrazu także w jazzie. Łączą jedno z drugim. To ten sam rodzaj ekspresji, choć przy użyciu innych narzędzi.

G. P.: Dużo o tym myślałem. Szukamy jazzu tylko w jazzowym kontekście. W jazzowym big-bandzie, albo gdy włączamy jazzową rozgłośnię radiową. Ale to przecież nie jedyne miejsca, w których żyje jazz. Czy jazz to tylko swing i walking grany na kontrabasie? Nie ma potrzeby wykopywania hip-hopu, rocka czy funku z naszej przestrzeni tylko dlatego, że nie podąża pewnymi ścieżkami, nie przechwytuje pewnych schematów - a to jest właśnie jazzowe nastawienie do sztuki.

Bo co zrobimy z Eryką Badu, Robertem Glasperem, Mary J. Blige, Davidem Bowie i Stingiem? To, co robią - choć może nie słychać tego od razu - niesie w sobie element, związany z jazzem: wszyscy oni wychodzą poza tradycyjny kontekst tego, jak muzyka, którą grają - rock, soul czy cokolwiek innego - powinna brzmieć. Dzięki temu wzbogacają muzykę. Słuchacz jazzu powinien być może być nieco bardziej otwarty na kierunki, w jakich tego jazzu szuka. Może się okazać, że znajdzie go w zupełnie nieoczekiwanych miejscach.

G. P.: Nie powiedziałbym. To oznaczałoby, że jest już zimny, nic więcej z siebie nie wyda, możemy tylko odgrywać klasyczne kompozycje w bezmyślnym zachwycie, szacunku dla "klasyki". A jazz ma w sobie jeszcze sporo życia i wiele do powiedzenia. Konieczne jest poszerzenie myślenia o instrumentalnym i wokalnym jazzie. Gdy myślimy o jazzie, nadając mu nazwę i szufladkę, łatwiej nam się myśli o kilku powszechnie uznanych jako "klasycy" artystach, jak Davis, Brubeck czy Coltrane. Oni decydują dla nas, czym jest jazz. Ale jeśli jazz to Ella Fitzgerald...

G. P.: Właśnie. Ale jeśli posłuchasz Arethy Franklin albo Elli Fitzgerald nie jako wokalistki, a np. saksofonu albo trąbki - nagle usłyszysz jazz.

G. P.: Skala otwartości na inne rzeczy, niż te do których jesteśmy już przyzwyczajeni i w których jest nam miło i ciepło. Jaki gatunek jest najbliżej jazzu?

G. P.: Dlaczego więc jest to tak dziwne dla wielu ludzi, że po prostu wchodzę do sąsiedniego pokoju i wykorzystuje to, co tam znajdę we własnej muzyce? Gospel, blues, soul, jazz - wszystkie te gatunki dorastały pod tą samą strzechą. Nawet nie w tej samej okolicy, a w tym samym domu!

G. P.: Nie tylko muzyki. Mamy obsesję na punkcie katalogowania sztuki, polityki, życia. Popatrz na Motown i ich brzmienie. Przecież cała ta muzyka - całej swej różnorodności - została zagrana przez tych samych ludzi, The Funk Brothers. Te wszystkie przeboje - "My Girl", "I Heard it Throught the Grapevine", "Papa Was a Rolling Stone" i "Heat Wave" - grali muzycy z jazzowym wykształceniem. Oni robili całą robotę podczas sesji nagraniowych w Detroit, tworzyli tę niesamowitą muzykę. Grali muzykę, która stanowiła mieszankę jazzu, bluesa, funku i soulu. Zabawne, że gdy przeglądasz kolekcje płytowe wielkich jazzmanów orientujesz się nagle, że nie ma w nich zbyt wiele jazzowych płyt. Dominuje klasyka.

Definicje są dla tych, którzy definiują, ale nie dla tych, którzy im podlegają. Ludzie spierali się, mając różne wizje tego, kim jest Miles Davis. A Miles Davis po prostu robił swoje. Mam nadzieję, że młodzi artyści nie przejmują się nadmiernie tym, co powie krytyk.

G. P.: Dziś śpiewam przed dużymi widowniami i czasami myślę sobie, że jeszcze parę lat temu śpiewałem przez 4 godziny we wtorkowe wieczory w malutkim klubie w Harlemie za 35 dolarów. Tym samym głosem. A może wówczas nawet lepszy, mocniejszy. Ludzie mogli przyjść i posłuchać za darmo. Musieli tylko kupić piwo za 3 dolary i mogli siedzieć całą noc.

Jestem przecież tym samym śpiewakiem. Nie miałem jeszcze wtedy wielu własnych piosenek, ale śpiewałem całkiem dobrze. Naprawdę kochałem tę pracę, choć przecież nie utrzymywałem się z tych 35 dolarów. Nie mogłem za nie zapłacić czynszu ani zjeść obiadu. Musisz mieć w sobie pasję i miłość do tego, co robisz, żeby powiedzieć sobie: tak, zrobię to za 35 dolarów za noc. Zrobię to niezależnie od tego, czy przyniesie mi to sukces, czy porażkę i ubóstwo. Tym dla mnie jest jazz.

Rozmawiał Piotr Jagielski

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.