"Likwidacja wiz będzie dla nas ogromnym zwycięstwem. Chodzi nie tyle o sam fakt, ile o to, do czego ten cały proces doprowadził. Walka o zniesienie wiz stała się bronią atomową, która zmusiła władze do wprowadzenia skomplikowanych i najbardziej bolesnych reform" – powiedział PAP redaktor naczelny gazety internetowej "Europejska Prawda" Serhij Sydorenko.

"Jestem absolutnie przekonany, że ustawy, m.in. o walce z korupcją czy dotyczące praw mniejszości, nie zostałyby przyjęte ani wcielone w życie, gdyby nie były one warunkiem likwidacji wiz" – podkreślił.

Sydorenko wskazał, że zniesienie obowiązku posiadania wiz do UE może wywołać w pierwszym okresie pewne komplikacje na granicach. "W celu przekroczenia (granicy) powinno się mieć paszport biometryczny, ale to nie wszystko. Według tzw. Schengen Border Codes funkcjonariusz graniczny musi mieć pewność, że taka osoba ma pieniądze, zarezerwowane miejsce w hotelu oraz zamierza powrócić na Ukrainę. Obawiamy się, że na granicy może dochodzić do nadużyć ze strony straży granicznej, co będzie się przejawiało bezpodstawnymi odmowami prawa wjazdu do UE" – zaznaczył.

Reklama

Zwrócił jednak uwagę, że wiele zależy tu od działań ukraińskich dyplomatów, którzy powinni reagować na takie sytuacje. Przypomniał jednocześnie, że obecnie, gdy Ukraińcy muszą mieć wizy, ostateczną decyzję o pozwoleniu bądź odmowie wjazdu do UE także podejmuje urzędnik graniczny.

Innym problemem jest zbyt mała liczba przejść granicznych między Ukrainą i Unią Europejską, co szczególnie wyraźnie widać na granicy z Polską. Ruch bezwizowy sprawi, że tłok na tej granicy będzie jeszcze większy niż obecnie. "Niestety w ostatnich latach nasze władze nie zwracały uwagi na konieczność zwiększenia przepustowości na granicy" – powiedział Sydorenko.

Reklama

Ekspert podkreślił przy tym, że w ostatnim czasie rośnie liczba połączeń kolejowych między Ukrainą a Polską i zapowiadane są nowe trasy. Sytuację może uratować także to, że na Ukrainie działa coraz więcej tanich przewoźników lotniczych.

Redaktor "Europejskiej Prawdy" przypomniał też o pojawiających się w Polsce obawach, że zniesienie wiz dla Ukraińców może sprawić, iż zamiast podejmować pracę w naszym kraju, będą oni woleli pracować na zachód od niego.

"Te obawy są przesadzone. Nielegalni pracownicy ukraińscy mogą pracować na Zachodzie już teraz. Sądzę, że zatrudnieni w Polsce Ukraińcy, którzy pracują tam legalnie, doceniają, że są chronieni przez prawo, i oni nie będą szukali pracy na Zachodzie nawet po likwidacji wiz" – powiedział.

Dziennikarz ocenił, że zniesienie wiz będzie dla Ukrainy ogromnym sukcesem i krokiem, który zbliży ją do Unii Europejskiej.

"Udowodni to sceptykom, że nieprawdą jest, że Europa nas nie chce. Pokaże, że Unia Europejska nam wierzy. Otworzy to także drogę do UE dla ludzi, którzy dotąd nie mieli możliwości tam podróżować" – powiedział Sydorenko.

Tymczasem UE ociąga się z ostateczną decyzją w sprawie zniesienia wiz dla Ukraińców. Choć znany jest termin głosowania w PE, to nadal jednak nie potwierdzono, kiedy ostateczną decyzję w tej sprawie podejmą kraje UE. Według dyplomatów zwłoka ma związek z wyborami prezydenckimi we Francji. "Możliwe, że decyzja Rady UE w sprawie liberalizacji wizowej zapadnie w maju, choć to jeszcze niepotwierdzone. Jeśli tak się stanie, to już latem Ukraińcy mogliby jeździć do UE bez wiz" - powiedział PAP unijny dyplomata.

Oficjalnie urzędnicy tłumaczą brak terminu względami proceduralnymi, a także chęcią nadania "odpowiedniej oprawy" tak ważnej decyzji, która mogłaby zostać ogłoszona w obecności przedstawicieli najwyższych władz Ukrainy. Jednak unijni dyplomaci przyznają też, że kraje UE nie chcą się spieszyć w tej sprawie ze względu na wybory prezydenckie we Francji na przełomie kwietnia i maja. Imigracja i ochrona granic są jednymi z głównych tematów kampanii wyborczej. Zniesienie przez UE wiz dla obywateli ponad 40-milionowego kraju mogłoby zostać wykorzystane przez radykalnych i eurosceptycznych polityków - obawiają się dyplomaci.

Komisja Europejska już w kwietniu 2016 roku zaleciła zniesienie wiz dla Ukraińców, jednak kraje UE zwlekały z decyzją. Pomimo pozytywnych rekomendacji KE decyzja została zablokowana w Radzie UE na kilka miesięcy, głównie ze względu na stanowisko Niemiec i Francji. Sprawa liberalizacji wizowej dla wschodniego sąsiada UE wiązana była z problemem zniesienia wiz dla obywateli Turcji i stała się zakładnikiem obaw związanych z imigracją.

Aby uspokoić te obawy, kraje UE postanowiły zmienić zasady zawieszania porozumień o ruchu bezwizowym z krajami trzecimi, co ma umożliwić przywracanie obowiązku wizowego np. w sytuacji znacznego napływu nielegalnych migrantów z danego kraju, wzrostu liczby nieuzasadnionych wniosków o azyl, pogorszenia współpracy z krajem trzecim w dziedzinie readmisji oraz poważnego ryzyka dla porządku publicznego albo bezpieczeństwa wewnętrznego. Od przyjęcia tych przepisów uzależniono decyzję o zniesieniu wiz dla Ukraińców oraz dla Gruzinów.

Regulacje te udało się uzgodnić dopiero w grudniu 2016 roku, a weszły one w życie w tym roku, co otworzyło drogę do liberalizacji wizowej dla Ukrainy i Gruzji.
Gruzini mogą jeździć do UE bez wiz od 28 marca. Z kolei rozporządzenie w sprawie ruchu bezwizowego z Ukrainą negocjatorzy europarlamentu oraz krajów członkowskich uzgodnili pod koniec lutego i czeka ono na zatwierdzenie całego PE oraz ministrów spraw zagranicznych państw UE. Głosowanie europarlamentu zaplanowano na 6 kwietnia.
Gdy rozporządzenie wejdzie w życie, obywatele Ukrainy, którzy mają paszporty biometryczne, będą mogli wjechać do UE bez wizy na 90 dni w ciągu pół roku w celach biznesowych, turystycznych czy rodzinnych.