Leszek Miller: Jak rządzić krajem ze szpitala [WYWIAD]

Leszek Miller
Leszek MillerShutterStock
14 lutego 2017

Jeździłem na wózku po brukselskich korytarzach, w przerwach pomiędzy obradami kładłem się na na korytarzu – wspomina własny wypadek ekspremier Leszek Miller.

Przyjeżdżała do mnie cała poczta, a w każdym razie to wszystko, co z punktu widzenia państwa wymagało pilnej realizacji. To szefowa mojego gabinetu, bardzo kompetentna osoba, decydowała, co muszę osobiście przeczytać czy podpisać, a czego nie. I podpisywałem, leżąc w łóżku. Ale resztę spraw powierzyłem mojemu zastępcy, wicepremierowi Markowi Polowi z Unii Pracy. I Pol prowadził np. posiedzenia Rady Ministrów. Ale do mnie do szpitala przychodzili ministrowie, kiedy potrzebowali decyzji, które tylko premier mógł podjąć. To był gorący okres, tuż przed szczytem UE w sprawie traktatu konstytucyjnego. Polska nie była jeszcze członkiem Wspólnoty, trwały uzgodnienia, trzeba było negocjować, aby zrobić to na jak najkorzystniejszych warunkach.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.