Autopromocja

Rząd z cukiernikami znajdzie przepis na idealną drożdżówkę dla uczniów

Szkoła, jedzenie
Nielegalne drożdżówki to nie wszystko. ShutterStock
14 grudnia 2015

Zakaz śmieciowego jedzenia zostanie. Jednak bułki wykonane według specjalnego przepisu wrócą do szkół.

W tym tygodniu przedstawiciele rządu spotkają się z cukiernikami. Będą omawiali idealny przepis na zdrowe ciastko, które legalnie powróci do polskich szkół i przedszkoli.

– Pozbawione oleju palmowego i o niskiej zawartości cukru. Za to z dużą zawartością owoców w środku – to idealny model, o którym powiedział w rozmowie z DGP wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas.

Poza tym jednym przypadkiem lista niedozwolonych produktów żywnościowych w sklepikach i na stołówkach szkolnych, która obowiązuje od 1 września tego roku, pozostanie bez zmian.

Zdrowe ciastka

Bronisław Wesołowski, prezes zarządu Stowarzyszenia Naukowo-Technicznego Inżynierów i Techników Przemysłu Spożywczego, deklaruje, że cukiernicy są gotowi na spotkanie. – Byliśmy też gotowi na rozmowy na etapie tworzenia przepisów. Niestety nikt z nami ich nie skonsultował. A mogliśmy przedstawić nasze przepisy na zdrowe ciastka już wtedy. Nie zniknęłyby ze szkół. Przed wojną nie było oleju palmowego, a drożdżówki sprzedawano. Dodawano do nich masło. By była zdrowsza, można też zrezygnować ze słodzenia ciasta, a do nadzienia dawać tylko świeże owoce – podkreśla.

Co ciekawe, same szkoły uważają, że sprzedaż drożdżówek jest już od jakiegoś czasu dozwolona. To, że można je tam znaleźć, potwierdzają kontrole sanepidu.

– Przecież minister w telewizji powiedział, że drożdżówki już można sprzedawać – dziwi się ekspedientka. To efekt medialnych doniesień sprowokowanych przez byłą minister edukacji. Jak przekonywała, udało jej się wynegocjować powrót drożdżówek do szkół. Tymczasem jak później opowiadali ministerialni urzędnicy z resortu zdrowia, Joanna Kluzik-Rostkowska jedynie pytała, czy może umówić się na rozmowę w sprawie śmieciowego jedzenia w szkołach w związku z napływającymi do niej protestami. Zgodę resortu na rozmowę uznała jako aprobatę wprowadzenia zmian na liście. Tymczasem rozporządzenie nie było zmieniane, a przepisy w pierwotnej formie działają od 1 września.

Nielegalne drożdżówki to nie wszystko. – Przykładem może być przeprowadzona ostatnio inspekcja w warszawskich placówkach. Podczas niej ujawniono nie tylko delikatne odstępstwa od przepisów prawa, ale wręcz poważne uchybienia. Wśród oferowanych produktów były napoje słodzone, jak coca-cola czy chipsy. Z tego powodu zostały nałożone kary – informuje Jan Bondar, rzecznik prasowy generalnego inspektora.

Dozwolone w szkole

Na ministerialnej liście produktów zakazanych znalazły się m.in. chipsy, baton, guma do żucia, serek topiony, wszystko, co ma cukier czy zbyt dużo soli. Zakaz dotyczy także stołówek szkolnych i przedszkolnych. Wprowadzenie ich wywołało bunt przede wszystkim właścicieli sklepików (uważali, że stracą dochody, bo nikt nie będzie kupował drogiej zdrowej żywności). Buntować się zaczęli także uczniowie – odnosili pełne talerze, a w szkole rozwinął się czarny rynek.

Jeden z inspektorów sanitarnych przeprowadzający kontrole w placówkach edukacyjnych podkreślał, że wiele zależy od umiejętności kucharzy. Od tego, czy mogą sporządzić smaczne dania bez soli, wykorzystując mieszanki ziół. Przy sklepikach rozwiązaniem byłoby wprowadzenie naklejek na produkty z napisem „dozwolone w szkole”.

– Dobrze, aby lista zawierała nie to, co dozwolone, a to, co zakazane. Wówczas byłaby bardziej czytelna dla ajentów, a nam ułatwiałaby kontrole – dodaje Jan Bondar. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.