Autopromocja

Sikora: Nierówna walka z przedszkolakami w tle

22 lutego 2013

Listy pobożnych życzeń. Tak w zasadzie można nazwać dialog między resortem edukacji a opiekunami dzieci i samorządami. Szkoda, bo zakładnikami złej sytuacji systemu nauczania pozostają najmłodsi. Do tego dochodzi chaos informacyjny, w jakimi kierunku zmiany w systemie edukacji zmierzają.

 No bo jak odczytywać z jednej strony wiadomości o obowiązku posyłania sześciolatków do szkoły, który zacznie obowiązywać od 2014 r., w kontekście kolejnych zapowiedzi likwidacji szkół, w tym również podstawowych. Jeżeli w tym roku z mapy kraju znikną kolejne placówki dla najmłodszych dzieci, to gdzie za rok sześciolatki będą się uczyć? Dziwi również pewność rządu, że samo ich przesunięcie do szkół zwolni miejsca dla czterolatków w przedszkolach. Już teraz brakuje ich, co potwierdzają samorządy. W marcu rozpoczyna się rekrutacja do przedszkoli, a wstępnie wiadomo, że średnio dostanie się do nich około 50–60 proc. 3-latków. Co z resztą? Często jedyne rozwiązanie to prywatna placówka, gdzie czesne nierzadko to koszt tysiąca złotych. Ani rodziców, ani samorządów nie przekonują zapewnienia rządu, że w tym roku trafią do nich ekstrapieniądze, które pozwolą na tworzenie dodatkowych miejsc w przedszkolach oraz na obniżenie kosztów opieki nad dziećmi.

Jakby tego było mało, w samym rządzie propozycje MEN wywołują zgrzyty. Resort pracy krytykuje resort Krystyny Szumilas za forsowanie pomysłu otwarcia przedszkoli już dla dwulatków. I trudno się dziwić, bo w ten sposób broni żłobków, gdzie obecnie takie maluchy mogą przebywać. Rozbudowanie sieci takich placówek jest jednym ze sztandarowych pomysłów Ministerstwa Pracy – walczy na ten cel o pieniądze i zapewne nie zamierza z nich rezygnować.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.