Minister edukacji próbuje ratować atakowaną ze wszystkich stron reformę oświaty. Koronnym argumentem ma być to (jak opisała na swoim blogu), że o wynikach edukacyjnych dzieci nie decyduje ich data urodzenia, ale głównie... jak długo korzystają z edukacji szkolnej.
Przytacza badania, z których wynika, że pomiędzy uczniami, którzy mają za sobą tyle samo lat nauki, różnice w osiąganych wynikach były małe. Wyraźnie zaś większe wśród tych w podobnym wieku, którzy mają za sobą różną liczbę lat nauki. Zaraz, zaraz, czegoś nie rozumiem. Dlaczego minister się do tego przyznaje? Przecież reforma skraca pobyt dziecka w systemie edukacyjnym!
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.