GITD zakończył oplatanie Polski siecią kamer i urządzeń do pomiaru prędkości. Kierowcy z pewnością odetchną. Ale tylko przez dwa lata.
Niezależnie od tego, co sądzimy o fotoradarach, ich obecność sprawia, że zdejmujemy nogę z gazu. Oficjalne statystyki nie pozostawiają złudzeń – w miejscach, gdzie zamontowano urządzenia mierzące prędkość, liczba wypadków wyraźnie spadła. Mogłoby się zatem wydawać, że wszystko (łącznie z budżetem państwa) przemawia za tym, aby system nadzorowany przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego rozbudowywać. Tymczasem – jak ustaliliśmy – przynajmniej do końca 2018 r. na drogach nie pojawi się ani jedno nowe urządzenie.
Obecna sieć, na którą składa się 400 fotoradarów stacjonarnych (na żółtych masztach), 29 mobilnych (zamontowane w nieoznakowanych samochodach GITD), 29 systemów odcinkowego pomiaru prędkości (w pełni działa 17) oraz 20 instalacji wychwytujących przejazdy na czerwonym świetle, jest traktowana jako zakończony projekt unijny. Jego realizacja kosztowała łącznie 190 mln zł, z czego ponad 160 mln otrzymaliśmy z Brukseli.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.