Informacja o urzędnikach, którzy „naznaczą” dzieci z in vitro, rozpętała burzę w mediach społecznościowych. Posypały się głosy pełne oburzenia: dlaczego ktoś ma się spowiadać w urzędzie, że jego dziecko jest z in vitro? Pojawiły się oskarżenia, że to dyskryminacja, że powstaną dwie kategorie: dzieci normalnych i tych „z bruzdą”. To wszystko dlatego, że ustawa regulująca przepisy związane z leczeniem niepłodności wprowadza obowiązek przekazywania części danych związanych z in vitro do urzędów stanu cywilnego.
Moim zdaniem problem jest zupełnie gdzie indziej. Nowe przepisy otwierają puszkę Pandory pod tytułem „adopcja genetyczna”. O tym, z czym to się wiąże, nikt nie mówi. A powinien, bo proponowane rozwiązania rodzą konsekwencje, na które nikt nie jest przygotowany.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.