Stany Zjednoczone, 2009 r., przesłuchanie w Kongresie Soni Sotomayor ubiegającej się o fotel sędziego amerykańskiego Sądu Najwyższego. Prawniczka zostaje wzięta w krzyżowy ogień pytań przez senatorów. Ma szansę nie tylko błysnąć wiedzą, inteligencją i refleksem.
Musi się, czasem naprawdę gęsto, tłumaczyć ze swoich decyzji czy wypowiedzi, nawet takich, których szersza publiczność nie miała dotąd szansy poznać (teraz ma, bo wydarzenie śledzą dziesiątki dziennikarzy). Jak choćby z trącącej rasizmem uwagi, iż „mądra latynoska kobieta z całym bogactwem swego doświadczenia częściej doszłaby do trafnych konkluzji niż biały mężczyzna, który nie miał takiego życia”.
Skąd parlamentarzyści mają tak drobiazgowe dane o wcześniejszych poczynaniach Sotomayor? Od niej samej. Zgodnie z przyjętą procedurą musiała wypełnić szczegółowy kwestionariusz, informując o wykształceniu i osiągnięciach zawodowych, ale także o wszystkich opiniach, ekspertyzach, wystąpieniach, wykładach, zleceniodawcach, ewentualnych powiązaniach politycznych itp. Materiały, które przekazała senackiej komisji sprawiedliwości opiniującej jej kandydaturę, wypełniły pięć pudeł. Sam kwestionariusz liczył kilka tysięcy stron i do dziś można się z nim zapoznać w internecie. A fragmenty przesłuchania Soni Sotomayor, która ostatecznie uzyskała poparcie i została pierwszym w historii Supreme Court sędzią o korzeniach latynoskich, są do wyszperania na YouTubie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.