Wszystko wskazuje na to, że minister sprawiedliwości, chcąc dać przekonujący przykład deregulacji na własnym gruncie, postanowił zacząć... od własnego ministerstwa. To nie może się nie podobać z pozycji deregulacyjnych.
Skoro bowiem okazało się, że własnymi siłami tegoż ministerstwa nie da się przeprowadzić tak sztandarowej akcji legislacyjnej, jaką jest deregulacja trzystu kilkudziesięciu zawodów, w tym zawodów prawniczych, i że trzeba w tym celu zatrudniać specjalnych doradców z zewnątrz, opłacanych nadto w specjalnym trybie – to oznacza, że właściwie ministerstwo jako takie nie jest potrzebne.
Autopromocja
Pozostało 90% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Pozostało 90% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
