Autopromocja

Umowy z małym druczkiem nie muszą być wiążące

Dokumenty, umowa
Firmy wykorzystujące triki i sztuczki socjotechniczne po to, by podstępem nakłonić kontrahentów do zawarcia umowy, powinny się liczyć z tym, że sądy nie zaakceptują takich metod. ShutterStock
2 grudnia 2014

Celowe użycie niewielkiej czcionki czy używanie niejasnych sformułowań w ofercie pozwalają kontrahentowi wycofać się z podpisanej już umowy. I powołać się na działanie w błędzie

2009393-.jpg
Podstawowa zasada – nic nie płać

Firmy wykorzystujące triki i sztuczki socjotechniczne po to, by podstępem nakłonić kontrahentów do zawarcia umowy, powinny się liczyć z tym, że sądy nie zaakceptują takich metod. Przekonała się o tym niedawno spółka, która wysyłała do przedsiębiorców oferty promowania ich w katalogach internetowych. Wyszukiwała takich, którzy już korzystali z serwisów tego typu, tyle że darmowych. Oferta spółki była sformułowana w sposób mogący wywołać wrażenie jedynie aktualizacji danych. Tak też odebrał ją przedsiębiorca, od którego później domagała się zapłaty. Nie czytając zbyt wnikliwie, wpisał w rubryce swój numer telefonu, podpisał się i odesłał formularz faksem.

Gdy otrzymał fakturę, zorientował się, że zawarł umowę na inne usługi, niż sądził, i z inną firmą. Nie zgodził się na zapłatę, tylko wysłał pismo, w którym uchylał się od skutków prawnych swojego oświadczenia woli, twierdząc, że działał w błędzie (art. 84 kodeksu cywilnego). Sprawa trafiła do sądu. Zarówno w pierwszej, jak i drugiej instancji sędziowie uznali, że przedsiębiorca miał prawo powołać się na działanie w błędzie, bowiem forma graficzna i konstrukcja treści oferty mogły wprowadzać w błąd. Można zakładać, że celowo nadano jej taki wygląd.

– Chodzi o wywołanie niezgodnego z prawdą obrazu rzeczywistości u osoby kontrahenta, który jest zdolny skłonić ją do dokonania określonego działania. Samo bezpośrednie wystąpienie z konkretną, częściowo wypełnioną danymi kontrahenta ofertą stanowi zabieg socjotechniczny mający skłonić do określonej czynności – uzasadnił wyrok w II instancji sędzia Marek Ciszewski, przewodniczący składu orzekającego.

Sąd przeanalizował też pozostałe elementy oferty i doszedł do wniosku, że także one mogły wprowadzać w błąd. Zwrócił chociażby uwagę, że nazwa spółki została wpisana małym drukiem.

– Powód świadomie użył wyjątkowo małej czcionki (wystarczy ją porównać z wielkością czcionki użytej na wskazanie sposobu zwrotu pisma) dla wskazania nazwy firmy, co oczywiście miało na celu nieeksponowanie tego, iż nie był kontrahentem pozwanego – zauważył sędzia.

Podobnie użyte w ofercie sformułowania i wskazanie części danych mogły sugerować, że chodzi jedynie o aktualizację danych. I wreszcie użyty język też wprowadzał w błąd.

– Nie można uznać, iż sformułowanie „oferta wpisowa do rekomendacji Państwa przedsiębiorstwa” było wyrażone prostym i zrozumiałym językiem. Dodanie zapisu, że oferta będzie podlegała dalszemu opracowywaniu i uzupełnieniu, tym bardziej mogło utwierdzać w przekonaniu, że składane oświadczenie nie stanowi przyjęcia oferty, a jedynie będzie dalej negocjowana – wyliczał sędzia.

Wyrok cieszy prawników, gdyż pokazuje, że można skutecznie walczyć z nieuczciwymi firmami.

– Niestety w swej działalności wykorzystują e-sąd, który na podstawie samej faktury wystawia nakazy zapłaty. Potem wystarczy przeoczyć termin na sprzeciw i do gry wchodzi firma windykacyjna – zauważa Agnieszka Wiercińska-Krużewska, adwokat z kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr.

– Ich ofiarami padają indywidualni przedsiębiorcy, którzy podlegają mniejszej ochronie niż konsumenci. Ten wyrok pokazuje, że także oni mogą się uchylić od skutków prawnych oświadczenia woli – dodaje.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Okręgowego w Koszalinie z 5 listopada 2014 r., sygn. akt VI Ga 99/14. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.