I znów nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. W sprawie przechowywania danych telekomunikacyjnych polskie przepisy są jednymi z najbardziej restrykcyjnych wśród państw UE.
Z jednej strony trudno nie przyklasnąć propozycji Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, które zamierza skrócić z dwóch lat do jednego okres przechowywania danych telekomunikacyjnych, umożliwiających nie tylko ustalenie, kto do kogo dzwonił w danym czasie, ale nawet gdzie się wówczas znajdował. A nasze służby, prokuratury i sądy wyjątkowo chętnie z możliwości, jakie daje im prawo, korzystają. Ponad milion zapytań o billingi rocznie – te dane zatrważają.
Z drugiej strony nie sposób oprzeć się wrażeniu, że coś tu jest nie tak. Dlaczego problem tak poważny, jak uprawnienia służb do kontrolowania tego, co robią obywatele, jest w ostatniej chwili dorzucany do nowelizacji ustawy – Prawo telekomunikacyjne, którego głównym zadaniem jest wdrożenie unijnych dyrektyw? Dlaczego nie ma uzasadnienia, które wyjaśniałoby, skąd się wziął akurat ten okres? Czy z sufitu, czy też jest poparty np. analizą wykorzystania billingów?
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.