Autopromocja

"Adwokata tanio zastąpię": aplikanci szukają zarobku. Ryzykują dyscyplinarką?

prawnik; adwokat
Mecenas Michałowski twierdzi, że zarzuty dyscyplinarne mogłyby się pojawić, gdyby aplikant przekroczył granicę smaku, natarczywości, zakazu składania niedozwolonych ofert albo przedstawiał takie oferty bez zgody patronaShutterStock
14 listopada 2014

Czy aplikanci, wysyłając e-maile z propozycjami wzięcia substytucji, ryzykują postępowaniem dyscyplinarnym? Część palestry uważa, że tak

1989857-koszty-aplikacji.jpg
Koszty aplikacji
1281056-rafal-debowski-fot-materialy-prasowe.jpg
Rafał Dębowski adwokat, sekretarz Naczelnej Rady Adwokackiej

 „Dzień dobry, jestem aplikantem adwokackim i chętnie podejmę się zastępstwa. Wynagrodzenie przedstawia się następująco: sądy rejonowe 100 zł, sądy okręgowe 150 zł, sąd apelacyjny 200 zł”. Takie oferty substytucji coraz częściej lądują w adwokackich skrzynkach. Wśród przedstawicieli palestry budzą mieszane uczucia.

Szukanie zarobku

– Kiedy byłem aplikantem, zlecenia zastępstw od adwokatów dostawałem w bufecie sądowym, z czasem – po wyrobieniu sobie opinii – telefonicznie. Tylko wtedy nie było tylu aplikantów i nie musiałem oferować nikomu swojej pomocy, bo wystarczyło, że byłem gotowy odpowiedzieć na ofertę ze strony adwokatów. Dzisiaj jest inaczej. Aplikanci często nie pracują w kancelariach, a jeśli już, to nierzadko za mało w nich zarabiają – mówi Andrzej Michałowski, adwokat z kancelarii Michałowski Stefański. – E-mail z ofertą współpracy to współczesna, dostosowana do rzeczywistości internetu próba znalezienia nauki, doświadczenia i... pieniędzy – dodaje. Podkreśla, że jeżeli taka wiadomość utrzymana jest w konwencji koleżeńskiej informacji, nie powoduje wzburzenia.

W środowisku pojawiają się jednak również zgoła odmienne zdania.

„W takiej sytuacji powinno być wszczęte z urzędu postępowanie dyscyplinarne. Pomijam kwestie patrona, ale ta forma jest zaczerpnięta chyba z reklamówek, które zachęcają kierowców do skorzystania z określonych usług. Akceptowanie takiego stanu rzeczy prowadzi do dalszej erozji zawodu” – tak problem skomentował jeden z prawników na portalu społecznościowym.

Eksperci źródła opisywanego zjawiska upatrują w roku 2005, kiedy to – licząc na głosy młodych wyborców – przyjęto tzw. lex Gosiewski.

– Rzekomo miało ono służyć „otwarciu” zawodu adwokata i radcy prawnego. Jako adwokatura przestrzegaliśmy młodych ludzi, że z powodu płytkiego rynku usług prawniczych w Polsce jest to klasyczne obiecywanie gruszek na wierzbie. Niestety, zostaliśmy zakrzyczeni, że głosimy nieprawdę, broniąc swojego merkantylnego, wąsko pojętego interesu, zamiast dać szansę młodzieży – komentuje Krzysztof Komorowski, warszawski adwokat i były członek Naczelnej Rady Adwokackiej.

Jak mówi, choć skutek wyborczy został wtedy osiągnięty i zwielokrotnieniu uległa liczba aplikantów, a w ślad za tym adwokatów, to klientów w liczbie proporcjonalnej do tych zmian jednak nie przybyło. Młodzi mają więc problem z utrzymaniem i wybiciem się na rynku.

– Klienci nie biorą się znikąd. Trzeba na swoją renomę zapracować, a z tym jest problem – akcentuje mecenas Komorowski.

Przekroczenie zasad

I choć nie potępia w czambuł takiej metody szukania zarobku, to jednak uważa, że sprawa kwalifikuje się do postępowania dyscyplinarnego. Choćby z tego powodu, że e-mail aplikanta rozesłany został do nieokreślonego kręgu odbiorców bez zapytania ich o zgodę.

Podobnie uważa adwokat prof. Maciej Gutowski, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu.

– Nie jest to przesadnie elegancki sposób szukania zarobkowego zajęcia. Szczególni jeśli e-mail przesyłany jest do większej liczby adwokatów. Adwokaci i aplikanci muszą przestrzegać zakazu reklamy i zakazu pozyskiwania klientów w sposób sprzeczny z zasadami etyki. W tej kwestii adwokatura jest dość rygorystyczna – mówi mecenas Gutowski.

W jego ocenie zagrożenie ewentualnym postępowaniem dyscyplinarnym zależy od sytuacji.

– Jeśli e-mail jest skierowany do adwokata, z którym aplikant już kiedyś współpracował, i padają w nim propozycje stawek, to w takiej ofercie nie widzę nic zdrożnego. Jeśli natomiast oferta skierowana została do grupy osób, które życzenia jej otrzymania nie wyraziły, to może być to już delikt dyscyplinarny – zaznacza dziekan Gutowski.

Natomiast w ocenie mecenasa Michałowskiego zarzuty dyscyplinarne mogłyby się pojawić, gdyby aplikant przekroczył granicę smaku, natarczywości, zakazu składania niedozwolonych ofert albo przedstawiał takie oferty bez zgody patrona.

– Gdybym dowiedział się, że to aplikant pod moim patronatem rozsyła takie oferty – a ja o tym nawet nie wiedziałem, nie mówiąc o zgodzie – to przestałby być aplikantem w mojej kancelarii. Muszę mieć zaufanie do ludzi, z którymi pracuję i których uczę – puentuje mecenas Andrzej Michałowski.

To papierek lakmusowy zmian modelu aplikacji

Przesyłanie przez aplikantów drogą e-mailową ofert podjęcia się zastępstwa procesowego w ramach substytucji to papierek lakmusowy zmian modelu aplikacji. Zmian polegających na zmniejszeniu roli patronatu i przeniesieniu ciężaru aplikacji na zajęcia szkoleniowe organizowane przez okręgowe rady adwokackie. Taki model aplikacji jest naturalnym skutkiem ogromnego zainteresowania zawodem i braku dostatecznej liczby patronów mogących zatrudnić aplikantów na komercyjnych zasadach. Choć nie znam osobiście autorów anonsów e-mailowych, to mam przeczucie, iż zawodowo zostali pozostawieni sami sobie. Szukają więc pracy, a chęć uzyskania dodatkowego zarobku motywuje ich do działań, które z punktu widzenia zasad etyki adwokackiej mogą być oceniane nagannie. Ja nie traktuję takich ofert poważnie; wręcz bałbym się korzystać z pomocy nieznanej mi osoby, która nie wie, że aplikant musi uzyskać zgodę patrona na przyjęcie substytucji od innego adwokata.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.