Wyrok SN z 2010 r. mógł zatamować falę zwrotów kamienic. Tak się jednak nie stało, gdyż w stołecznym ratuszu został on zignorowany
Sprawy reprywatyzacyjne należą do skomplikowanych. Spadkobiercy lub handlarze roszczeń, aby otrzymać zwrot nieruchomości, musieli doprowadzić do uchylenia wielu decyzji. Sęk w tym, że w reprywatyzacyjnej praktyce w Warszawie o jednym rodzaju decyzji zupełnie zapomniano. A jak wyraźnie wskazał Sąd Najwyższy, jej pozostawienie w obrocie powinno skutkować odmową wydania nieruchomości przez miasto (patrz: grafika). Mówiąc wprost: gdyby tylko Hanna Gronkiewicz-Waltz wraz z podległymi jej urzędnikami zaczęli powoływać się na wyrok SN z 2010 r., w wielu przypadkach majątek pozostałby w rękach miasta. Tak się jednak nie stało.
Batalia w sądzie
Wyrok Sądu Najwyższego z 2010 r. zapadł w sprawie nieruchomości przy ul. Marymonckiej 49. To właśnie tym przypadkiem będzie zajmować się jutro komisja weryfikacyjna. Mamy tu do czynienia z prawdziwymi spadkobiercami wywłaszczonych osób. Powstał spór między nimi a lokatorami budynku. Za tymi drugimi ujął się Sąd Najwyższy. Stołeczny magistrat jednak za pierwszymi.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.