Nie wszystkie samorządy wywiązują się z obowiązku przekazywania danych o dłużnikach alimentacyjnych biurom informacji gospodarczej. A taki nakaz mają od 1 lipca 2015 r. Okazuje się, że jest to uciążliwe, bo nie ma scentralizowanego systemu przekazywania tych danych. Wysyłać trzeba do każdego BIG-u z osobna. Na rynku funkcjonuje obecnie już pięć takich podmiotów.
Zdarza się też, że samorządy o swoich powinnościach zapominają. Inne zaś nie wiedzą nawet, że o dłużnikach muszą powiadamiać każdy BIG. Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor zwraca uwagę, że znowelizowana ustawa o pomocy osobom uprawnionym do alimentów ma braki. Nie wprowadziła bowiem sankcji dla gminnych maruderów. Biura twierdzą, że tracą na tym nie tylko przedsiębiorcy czy banki. Nawet dla samych gmin jest to niekorzystne. Niezgłoszenie dłużnika do każdego BIG-u powoduje bowiem, że niepłacącemu alimentów łatwiej uniknąć sankcji uniemożliwiających choćby zaciągnięcie kredytu. W konsekwencji nie będzie mu zależeć na spłacie zadłużenia, na czym straci również samorząd wypłacający zaległości z Funduszu Alimentacyjnego. A Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich zastanawia się, czy czasem powodem uchylania się gmin od obowiązku może być i to, że któryś z dłużników jest „krewnym lub znajomym królika”...
A dłużników wciąż przybywa. Najwięcej, bo aż blisko 37,7 tys. osób niepłacących na dzieci jest w województwie łódzkim. Wśród nich dominują mężczyźni, najwięcej kobiet jest także w łódzkim.
Gminy i miasta nie zawsze informują BIG-i o alimenciarzach
W Polsce funkcjonuje obecnie na rynku pięć konkurujących z sobą podmiotów zbierających informacje o dłużnikach. BIG-i narzekają, że znowelizowane przepisy ustawy z 7 września 2007 r. o pomocy osobom uprawnionym do alimentów (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 859 ze zm.) nie zawierają sankcji dla gminnych maruderów. A takie niezgłoszenie dłużnika do każdego BIG-u powoduje, że alimenciarzowi łatwiej uniknąć sankcji, a tym samym nadal może zalegać z zapłatą na dzieci. W konsekwencji nie będzie mu zależeć na spłacie zadłużenia, na czym straci również samorząd wypłacający zaległości z Funduszu Alimentacyjnego. Z BIG InfoMonitor dowiedzieliśmy się, że danych nie przesyłają mu Biała Podlaska (woj. lubelskie), Biskupiec (warmińsko-mazurskie), Bolesław (małopolskie), Borkowice i Brańszczyk (mazowieckie) czy Bystrzyca Kłodzka (dolnośląskie).
sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP
Być może dopiero po wprowadzeniu centralnego systemu będzie można wykazać z całkiem dużym prawdopodobieństwem jednolitość danych. BIG-i nie wymieniają się informacjami, bo to nie jest w ich interesie. Na rynku z sobą konkurują. Czy obowiązek jest uciążliwy dla gmin? Tak. Czym innym jest podawanie danych dłużników w trybie podpisywania porozumień z biurem np. w zakresie dłużników komunikacyjnych, a czym innym obowiązek ustawowy o przekazywaniu danych o dłużnikach alimentacyjnych. Trochę to dziwne, że gmina musi informować każdą jednostkę oddzielnie. Przecież przy takim przedsięwzięciu powinno się to robić zbiorczo, bo ustawa zobowiązała do przesyłania danych równolegle. Widać, że gminy z samym rejestrem sobie radzą. Tu nie widzę narzekań, chyba że jeszcze nie wszystkie się zorientowały, że dane muszą wysłać do kilku BIG-ów. Dla gmin to raczej samo wysyłanie danych może być problematyczne. A jeśli tego nie robią, postępują nierozważnie, bo mogą mieć profity w postaci spłaty zaległości. Dany dłużnik uzmysłowi sobie, że jeśli wyląduje w BIG, będzie miał np. zablokowany dostęp do kredytu czy przetargu.
Do których biur trzeba wysyłać dane o dłużnikach
ul. Z. Modzelewskiego 77, 02–679 Warszawa
ul. Lublańska 38, 31–476 Kraków
ul. Armii Ludowej 21, 51–214 Wrocław
pl. Bankowy 2, 00–095 Warszawa
ul. Poleska 44, 25–325 Kielce.
Każdy z rejestrów działa samodzielnie i prowadzi odrębną listę dłużników. Nie ma między nimi przepływu informacji, są w stosunku do siebie konkurencyjne. Dlatego gminy muszą przesłać dane dłużników każdemu z nich.
Jak radzą sobie samorządy i co przeszkadza w przesyłaniu danych
Z tego, co wiem z ośrodka pomocy społecznej, obecnie informacje o dłużnikach wysyłamy do dwóch BIG-ów. Skoro trzeba wysyłać do wszystkich, może powinien powstać scentralizowany system, tak by każdy podmiot był powiadamiany. Obecny stan rzeczy jest uciążliwy.
U nas przekazywaniem danych o alimenciarzach zajmuje się gminny ośrodek pomocy społecznej. Nie jest możliwe, żebyśmy nie przekazywali informacji. Wszystko, co robimy, jest prowadzone skrupulatnie. Ręczę za panią kierownik, bo ona w swoje obowiązki jest bardzo zaangażowana.
Nasze informacje trafiają do wszystkich. Z tego, co nam wiadomo, nie ma sankcji za uchybienie temu obowiązkowi. Nie mieliśmy do tej pory żadnej kontroli w tym zakresie. Przy ostatniej kontroli OPS nie wyniknęły żadne nieprawidłowości. Ale nie pytali o BIG-i. Dla nas nie jest to uciążliwe, gdyż nasz system komputerowy jest sprawny i akredytowany przez ministerstwo. Robi wszystko praktycznie z automatu. Mam od tego tylko jedną osobę. To w zupełności wystarcza.
W skali całego kraju sytuacja związana z długami alimentacyjnymi zdecydowanie najgorzej wygląda w województwie łódzkim. To właśnie tam jest najwięcej, bo aż blisko 37,7 tys. rodziców niepłacących na dzieci. Łączna kwota zadłużenia z tego tytułu wynosi już niemal 1 mld zł. Przeciętny dłużnik alimentacyjny z województwa łódzkiego jest winny swoim dzieciom prawie 36 tys. zł. Co więcej, w tym rejonie Polski możemy również zaobserwować w gronie dłużników alimentacyjnych wyraźną nadreprezentację kobiet w porównaniu do reszty kraju.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu