Po fali uniewinnień aktywistów biorących udział w protestach w Puszczy Białowieskiej zapadł pierwszy wyrok uznający za winną popełnienia przestępstwa kobietę zatrudnioną przez Nadleśnictwo Browsk, która zamierzała naruszyć nietykalności cielesną aktywisty, rzucając w niego kaskiem. Obrońcy Puszczy spodziewają się kolejnych wyroków skazujących pracowników nadleśnictw i strażników leśnych, którzy w brutalny sposób tłumili protesty.
12 lipca 2017 roku w Nadleśnictwie Browsk odbywała się jedna z wielu blokad harwesterów wykorzystywanych do nielegalnych wycinek Puszczy Białowieskiej. Wszystkiemu przyglądała się d
W proteście brał udział Adam Bohdan, który tego dnia nagrywał aparatem działania strażników leśnych, obezwładniających jego kolegów i koleżanki. Leśnicy wielokrotnie a zarazem bezskutecznie próbowali go schwytać i obezwładnić. W końcu zdesperowana pracownica nadleśnictwa Browsk (w chwili zajścia stażystka) rzuciła kaskiem w Adama Bohdana, który uchylił się, a kask nie sięgnął celu. Aktywiści z udziałem pełnomocnika – mecenasa Jonasza Żaka – skierowali zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.
Kobieta tłumaczyła, że działała w stanie wyższej konieczności, a jej działanie było podyktowane troską o bezpieczeństwo aktywistów, których w ten sposób chciała zniechęcić do przebywania w pobliżu maszyn. Wyjaśniała, że nie celowała w pokrzywdzonego. Sąd nie dał jednak wiary jej linii obrony, zwracając uwagę na to, że rzut był wykonany w kierunku pokrzywdzonego, z dużą siłą, a kask przeleciał obok Bohdana, stwarzając ryzyko trafienia.
Sędzia zwrócił uwagę na to, że , a samo rzucanie kaskiem nie jest wymienione w katalogu środków przymusu bezpośredniego. Wobec wcześniejszej niekaralności pracowniczki Lasów Państwowych, s
- Uważam, że odpowiedzialność za tą sytuację powinien ponieść również nadleśniczy nadleśnictwa Browsk, który oddelegował swoich szeregowych pracowników (w tym stażystkę) do walki z aktywistami, a przynajmniej takie działania akceptował. Inny pracownik nadleśnictwa – nie mając prawa do stosowania środków przymusu - obezwładniał aktywistów, natomiast strażnicy leśni wykazali się nieuzasadnioną brutalnością zakuwając w kajdanki aktywistki, przygniatając je ciężarem ciała do ziemi. Dlatego spodziewamy się kolejnych wyroków skazujących funkcjonariuszy leśnych w niedalekiej przyszłości -
- Agresja i przyzwolenie na nią zaczyna się od małych gestów. W ciągu wielomiesięcznych protestów w Puszczy obserwowaliśmy coraz bardziej rozkręcającą się spiralę agresji i nienawiści ze strony Strażników Leśnych. Coraz więcej przekroczeń, niebezpieczeństwa, agresji zarówno werbalnej jak i fizycznej. Nie możemy pozwolić, aby takie zachowania, szczególnie wobec osób, które są niewinna i stają pokojowo w obronie naszego wspólnego dobra nie były napiętnowane i ocenione przez sąd -
Część osób biorących udział w protestach odniosła poważne urazy na wskutek interwencji strażników. W większości przypadków sąd stwierdził, że w związku z tym, że strażnicy leśni nie mają statusu funkcjonariuszy publicznych nie doszło do przekroczenia uprawnień, natomiast zawiadomienia dotyczące naruszenia innych przestępstw powinny być kierowane w trybie oskarżenia prywatnego. Aktywiści postąpili zgodnie z pouczeniem sądu. Kolejne rozprawy odbędą się w bieżącym roku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu