Wietrzmy głowy, czyli po co nam ci Rzymianie

prawo
<p>Swada i kompetencja pierwszego z autorów są państwu doskonale znane także z tych łamów.</p>Shutterstock
28 grudnia 2021

Marzenie redaktora: teksty, które aż chce się czytać, bo są (rzadkim) połączeniem sprawności językowej - dalece wykraczającej poza zwyczajowe wśród prawników przekonanie, że aby coś zostało uznane za mądre, musi być powiedziane w jak najbardziej skomplikowany sposób - z warsztatem prawnika i historyka (nie tylko) prawa. A do tego z erudycją, która w naszych smutnych czasach hiperspecjalizacji odchodzi do lamusa tak szybko, że prawie słychać ten pęd powietrza, jaki za sobą zostawia. A mógłby to być ożywczy zefirek, który przewietrzyłby nieco zatęchłe biura i kancelarie...

Okazją do przewietrzenia własnych umysłów jest lektura dwóch książek, które ośmielę sobie dziś państwu polecić, ufając, że sprawią państwo choćby część przyjemności, jaką dały mnie w przedświątecznym tygodniu. Połknąłem w nim „Prawo rzymskie. Mirabilia” Macieja Jońcy i „Cenzora w sypialni…” Anny Tarwackiej.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.