Jak "prezesowskie" związki zawodowe w Polsce służą interesom szefów

zwolnienie, praca
Podejrzenie, domysły, tajemnica poliszynela – to określenia najbardziej pasujące do zjawiska „prezesowskich” związków. ShutterStock
5 grudnia 2015

Nazywa się je „żółtymi” lub „prezesowskimi” . Formalnie to zwykłe organizacje pracownicze, ale w praktyce służą interesom szefa, a nie zatrudnionych.

Do sali posiedzeń Sądu Najwyższego wchodzą pielęgniarki z powiatowego szpitala. Za chwilę dowiedzą się, czy pracodawca będzie musiał płacić im wyższe pensje. Trzy lata temu zarząd placówki medycznej zaproponował pracownikom zmianę regulaminu wynagradzania, ale pięć funkcjonujących tam związków zawodowych zaopiniowało ją negatywnie. Jednolite stanowisko organizacji zakładowych blokowało zmianę. Do czasu gdy szósty związek, powstały najpóźniej i skupiający pracowników administracyjnych, zgodził się na modyfikację. To rozwiązało ręce pracodawcy, bo zgodnie z przepisami, jeśli związki nie są jednomyślne, sam podejmuje on decyzję w kwestii regulaminu. Szpital wprowadził zmiany, pielęgniarki straciły nawet po kilka tysięcy złotych rocznie. Teraz ich dobro leży w rękach ostatecznej instancji. Ale Sąd Najwyższy nie pozostawia im złudzeń – stanowisko związków nie było jednolite, więc szpital mógł samodzielnie zmienić zasady wynagradzania.

Pozostało 95% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png