Ewa Wilcz-Grzędzińska: Ambicja napędza rynek

Ewa Wilcz-Grzędzińska
Ewa Wilcz-GrzędzińskaDGP
11 października 2010

„Praca stawała się interesująca dopiero wtedy, kiedy szło o wysoką stawkę” – pisał Joseph E. Stiglitz w „Szalonych latach dziewięćdziesiątych”. Byłeś tyle wart, ile zdołałeś zarobić. Najlepsi wybierali wydziały prawa, zarządzania, ekonomii. Dysproporcje w wynagrodzeniach przyprawiały o zawrót głowy.

Pakiet płacowy Richarda Grasso, szefa giełdy nowojorskiej, przekraczał 150 mln dol., a całkowite roczne wynagrodzenie było niemal równe dochodowi netto New York Stock Exchange w 2001 r. Ale właśnie wtedy wszystko w gospodarce buzowało; przykrywka na garnku z wrzątkiem podskakiwała jak szalona. Nawet Stiglitz przyznaje, że nigdy przedtem gospodarka amerykańska nie była tak innowacyjna.

Niektórzy ekonomiści przekonują, że rozpiętości dochodów nie sprzyjają rozwojowi, zwłaszcza krajów biedniejszych. Ale Robert J. Barro, amerykański profesor (od lat kandydat do Nagrody Nobla), w swoich pracach udowadnia, że wprost przeciwnie. W Polsce w szalonych latach 90. po komunistycznym skrępowaniu otworzyły się nowe możliwości. Cała masa możliwości. Kwitła przedsiębiorczość. Pojawiła się wataha głodnych, gotowych wszystko poświęcić i wszystko zaryzykować, by osiągnąć sukces. Oblegane wydziały – których przybywało w tempie geometrycznym – to ekonomiczne, biznesowe, prawnicze, zarządzania. Koncerny zachodnie, które zaczęły wchodzić na polski rynek, ekspaci ze swoim zachodnim stylem życia wyznaczali pułapy, do jakich zaczęto sięgać. Ambicje napędzały rynek.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.