Jedlak: Danina od odsetek, których nie ma

Krzysztof Jedlak
Krzysztof JedlakDziennik Gazeta Prawna / Wojtek Gorski
4 maja 2015

Kiedy wprowadzano w Polsce podatek Belki (2002 r.), czyli od dochodów kapitałowych, stopy procentowe były bardzo wysokie: sięgały nawet kilkunastu procent. Adekwatne było więc też oprocentowanie depozytów w bankach.

 A w pierwszym ruchu podatkiem objęto właśnie odsetki od lokat bankowych, dopiero później inne kategorie zysków kapitałowych – np. z funduszy inwestycyjnych i z bezpośredniego handlu na giełdzie. Z punktu widzenia fiskusa wprowadzenie nowej daniny było dobrym ruchem. W połowie 2001 r. słyszeliśmy o dziurze budżetowej Bauca, czyli deficycie, który miał sięgnąć dziesiątek miliardów złotych. Pilnie potrzebne były więc dodatkowe źródła pieniędzy. I takie źródło Marek Belka, który zastąpił Jarosława Bauca na stanowisku ministra finansów (nie licząc kilkumiesięcznego urzędowania Haliny Wasilewskiej-Trenkner), znalazł. Oczywiście, już wówczas padał argument, że w wielu krajach od dawna istnieje taki podatek. Wzorem tych innych krajów nie zdecydowano się jednak u nas na żadne zniuansowanie opodatkowania, w tym np. na ulgi dla oszczędności bądź inwestycji długoterminowych albo o wybranym charakterze. Apetyt fiskusa był duży i w tym wypadku został zaspokojony, jak zwykle zresztą, w najbardziej prymitywny sposób. Argument, że jako państwo jesteśmy ubodzy w kapitał i oszczędności, przegrał z potrzebami budżetu, któremu łatwiej było (i jest) sięgać do kieszeni, niż reformować finanse publiczne.

Pozostało 47% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.