Autopromocja

Sikora: Minister jest, NFZ jest, tylko pacjent jakiś niepotrzebny

7 grudnia 2012

To MY, PACJENCI, nie możemy dostać się do szpitala, czekamy miesiącami na wizytę u specjalisty, diagnostykę czy płacimy z własnej kieszeni za leki refundowane...”. Tak w liście do premiera Tuska piszą sfrustrowani sytuacją w ochronie zdrowia chorzy. I domagają się białego szczytu. Czy to nie ironia? Przecież w stolikach i podstolikach do tej pory gustowali eksperci tudzież politycy. To, że sami chorzy wychodzą walczyć o swoje prawa, to niepokojący sygnał. Oznacza, że stracili wiarę w zapowiadaną od lat reformę. A osoby, które tracą nadzieję, mogą być niebezpieczne.

Trudno się dziwić, skoro co roku chorzy słyszą to samo: brak miejsc w szpitalach, niezapłacone nadwykonania, odwołane terminy zabiegów. Z tą spiralą niemocy nie są w stanie poradzić sobie kolejni ministrowie i szefowie NFZ. Według danych Eurostatu i OECD system opieki zdrowotnej w Polsce jest jednym z najgorszych w Europie.

Ale na zmianę brak recepty. Są pomysły, które pojawiają się, by za chwilę, gdy słupki popularności spadają, rozpłynąć się w niebycie. Tylko zadłużenie lecznic ciągle rośnie. Najwyższe do tej pory – 10,3 mld zł w IV kw. 2006 r. – już jest nieaktualne. Obecnie dług poszybował do 10,7 mld zł. Rekord, którym trudno się chwalić.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.