Porozumienie zawarto na 10 lat i jest „nierozwiązywalne". Podpisało je 182 z 284 lekarzy częstochowskiego szpitala. Dzięki temu trzymają w szachu dyrekcję. W tle są pieniądze, które można zarobić na świetnie płatnych dyżurach. Nowy dyrektor chciał zmienić zasady, więc dostał na biurko 140 wypowiedzeń.
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie w niczym nie przypomina tych nowoczesnych klinik, jakie znamy z seriali. Chyba że mówimy o filmach z lat 70. czy 80. ubiegłego wieku. Mimo że nosi imię Najświętszej Maryi Panny, próżno tu szukać jakichkolwiek oznak bogactwa z pobliskiej Jasnej Góry. Przeciwnie: dwa położone w różnych punktach miasta obiekty – Parkitka i Tysiąclecie – to typowe siermiężne molochy, które straszą starą zardzewiałą wiatą dla karetek, linoleum na podłodze, smrodem lizolu na oddziałach i dziurami w budżecie.
Tymczasem bilans zaczyna się poprawiać, a placówka powoli staje na nogi – solidarnie zapewniają dyrekcja i prowadzący szpital urząd marszałkowski. Słowo „bilans” padnie w tym tekście jeszcze kilka razy, a owo „stawanie na nogi” też jest pod znakiem zapytania. Bo wbrew temu, co w duszy księgowych gra, atmosfera w szpitalu grobowa. Niedługo placówka (jeden z 11 strategicznych na Śląsku i główny punkt zabezpieczający pomoc medyczną dla północnej części województwa) może zostać zamknięta.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.