To nie ustawa refundacyjna stała się przyczyną udręki pacjentów, ale niezdolność polityków do otwartego postawienia trudnych pytań, na które nie ma dobrych odpowiedzi. Na przykład co to jest solidaryzm społeczny?
Na pozór odpowiedź jest prosta, to przecież główna zasada, która obowiązuje w publicznej służbie zdrowia. Mówi ona, że każdy wrzuca do wspólnej kasy, z której finansuje się ochronę zdrowia, tyle, na ile go stać. W razie potrzeby zaś otrzymuje z niej tyle, ile wynoszą koszty jego leczenia – bez względu na wysokość wkładu własnego. Dlatego za tych, którzy płacić nie mogą, np. bezrobotnych czy dzieci, składkę na zdrowie finansuje państwo, czyli inni podatnicy.
Z tą teorią trudno się nie zgadzać, jednak praktyka jest już dyskusyjna. Pokazuje ona, że dla olbrzymiej części naszego społeczeństwa oczywiste jest, że ma być beneficjentem owego solidaryzmu. Topnieje natomiast grupa tych, którzy mają go finansować. W kasie systemu publicznej ochrony zdrowia robi się więc dziura, która będzie coraz większa. Żadna reformująca go ustawa nie poprawi sytuacji, jeśli nie padnie odpowiedź na podstawowe pytanie: skąd wziąć więcej pieniędzy?
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.