Minister zdrowia wreszcie przemówił i ogłosił wyczekującym terapii pacjentom onkologicznym, że transport cytostatyków zamówionych w ramach importu docelowego właśnie trafia do Polski. To wspaniała wiadomość zarówno dla pacjentów, szpitali, jak i dla samego Ministerstwa Zdrowia – w końcu wyszło z twarzą z kolejnego kryzysu, nie pierwszego i zapewne nie ostatniego.
Niestety dla pacjentów, którym kolejne szpitale odmawiają leczenia w związku z brakiem leków, jest to kwestia życia lub śmierci. Odebrania nadziei na wyzdrowienie – na życie. Czy naprawdę nie dało się oszczędzić dramatu przeżywania takich emocji tysiącom ciężko chorych ludzi, którzy bali się, czy wystarczy dla nich leków? W obliczu obserwowanego od kilku dni przerzucania się odpowiedzialnością ciężko udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Wskazywano na winę ministra zdrowia, który nie zapewnił dostępności leków w Polsce; na winę producenta, którego linia produkcyjna wymagała remontu; na dyrektorów szpitali, którzy nieuważnie śledzili stany magazynowe leków w aptece szpitalnej. Ale co to obchodzi pacjentów? Winę ponoszą wszyscy po trochu i ci, którym naprawdę zależy na dobru pacjentów, będą czuli moralną odpowiedzialność za niedopuszczenie w przyszłości do podobnej sytuacji.
Minister musiał i powinien był wiedzieć, że leki się kończą, podobnie jak krajowy konsultant onkologiczny i dyrektorzy szpitali
Polityka lekowa to nie zabawa, a leki to nie cukierki – to hasła, które wielokrotnie słyszałam w ciągu kilku ostatnich lat na konferencjach z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, niezależnie od ich opcji politycznej. Trudno się z tym nie zgodzić. Jednak w środowisku onkologicznym o brakach podstawowych cytostatyków wiadomo było już co najmniej od lutego 2012 r., a niektóre szpitale już przed Bożym Narodzeniem mówiły o problemach z zakupem tych leków.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.