Gdy człowiek zszedł z drzewa, rozpalił ogień, urządził sobie jaskinię i przyciągnął do niej za włosy kobietę, stanął przed dylematem: co by tu zjeść? Wystrugał z patyka coś na kształt dzidy i ruszył polować na ryby. Potem wpadł na pomysł, żeby na końcu patyka przymocować ostry kamień. I ruszył na mamuty. Gdy ganiał za jedzeniem, jego dziewczyna ganiała za dziećmi, które z kolei ganiały za innymi dziećmi. I tak to wszystko pędziło przez tysiąclecia. I dzięki temu było szczupłe, zwinne, lekkie, sprytne.
Niestety, chwilę potem powstały fabryki, samochody, telewizory, telefony, tablety, Tesco oraz glutaminian sodu. Mamy tablety, McDonalda, internet, pralki, a za rogiem możemy kupić sobie już obraną cebulę, żebyśmy nie tracili bez sensu energii na łuskanie takiej normalnej. Przestaliśmy ganiać za czymkolwiek oprócz pieniędzy. I zaczęliśmy tyć. Rozumiecie, co mam na myśli? Im szybciej ewoluujemy, tym więcej przybywa nam kilogramów. Innymi słowy, zeszliśmy z drzewa po to, żeby już nigdy nie móc na nie wejść. Owszem, są wśród nas tacy, którzy dzięki codziennej dawce ćwiczeń i wcinaniu jarmużu jednym susem zdolni są wskoczyć na czubek sosny. Ale rozejrzyjcie się dookoła – ilu ich widzicie? Bo ja żadnego.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.