Autopromocja

Polowanie na lokatora idealnego: Powinien świetnie gotować, prasować i zapomnieć o imprezach w domu

blok mieszkanie nieruchomości
Dlaczego selekcja potencjalnych lokatorów jest tak szczegółowa?ShutterStock
25 marca 2017

Kandydatów było siedmiu. Posadzili nas pod ścianą koło meblościanki. Byłem czwarty w kolejce, a i tak czekałem trzy godziny. Nie cackali się, od razu zaczęli pytać: Palisz? Pijesz? Imprezujesz? Wiedziałem, że jedno nieodpowiednie „tak” lub „nie” może zaprzepaścić moje szanse. A chodziło przecież tylko o wynajęcie mieszkania.

Studentom warszawskich uczelni puszczają nerwy. – Idźcie stąd! Tu już nie ma miejsca! Przecież są jeszcze inne mieszkania! – przeganiają nowo przybyłych, tłoczących się przy drzwiach lokalu do wynajęcia. Przedpokój, w którym siedzę razem z Piotrem, Michałem, Martą, Kasią i siedmioma innymi osobami, jest już i tak mocno przepełniony. Kiedy nowi w końcu sobie pójdą, obecni na miejscu zaczną natychmiast rozmawiać. Chcą odreagować towarzyszący im teraz stres i ich wcześniejsze spotkania z właścicielami mieszkań.

Opowieść Piotra

Luksus

Półtorametrowy płot otacza kameralne osiedle na jednej z najchętniej wybieranych dzielnic Warszawy. W środku kilka czteropiętrowych bloków. Samo mieszkanie dość małe. Telewizor, kanapa, meblościanka. Mnie, wychowanej jeszcze w latach 80., nieprzyjemnie się to kojarzy – przypomina czasy pustych półek w sklepach. Jednak dla poszukujących lokalu to szczyt luksusu.

Mieszkanie na Mokotowie jest drugim, które oglądam. Poprzednie nie było nawet wyremontowane. Brakowało w nim pralki, kabina prysznicowa była zagrzybiona, a piekarnik w kuchni nie działał. Tutaj brakuje „tylko” szaf w przedpokoju, a w kuchni – stołu; umeblowanie reszty pokoi jest więcej niż skromne. Warunki są złe, co tu dużo mówić. Najgorszy – właściciel mieszkania, który szuka kandydata idealnego.

Opowieść Michała

Krzyk

Moje zainteresowanie tematem wywołuje niemałe poruszenie. Dziennikarz? Ogólnopolska gazeta? Szukający mieszkań poczuli, że wreszcie ktoś się nimi zainteresował. Że mają komu wykrzyczeć złość na nieuczciwych wynajmujących, przeciągające się rozmowy i pytania daleko wykraczające poza zwykłą ciekawość. – Dlaczego dopiero teraz o to pytacie? Czemu was nie było, zanim castingi na lokatora stały się modne? Czemu inni nic nie robią, żeby przerwać te polowania na mieszkanie? – zarzucają mnie pytaniami. Nie potrafię na nie odpowiedzieć.

Opowieść Marty

Rozmowa

Po półtorej godzinie czekania na własnej skórze przekonuję się, że właściciel mieszkania ma faktycznie o wiele za dużo pytań. To ile zarabiasz? Samochód jest? Masz stałego partnera? A dzieci planujesz? Pies, kot, rybki lub inne? Ile masz braci i/lub sióstr? A nawet: Do jakiej knajpy chadzasz?

Nie przestaje mnie zadziwiać. To wtedy dowiaduję się też, że idealny kandydat, bo przecież jeszcze nie lokator, powinien nie tylko świetnie gotować, lecz również prasować i sprzątać. Mało tego, powinien zapomnieć o imprezach w domu, ale jednak czasami się wyluzować i np. wypić piwko na tarasie. Dobrze by też było, żeby się spróbował zintegrować z sąsiadami, ale bez przesady – „szacunek dla prywatności prawem chroniony”. „Jeśli miałaś jakieś zwierzęta w dzieciństwie, to znaczy, że jesteś odpowiedzialna i zaradna. Ale dobrze, żebyś teraz ich nie miała, bo zniszczą mieszkanie” – podczas rozmowy potwierdza się też to, co wcześniej wyczytałam w sieci. Innymi słowy: kiedyś to właściciele mieszkań zmuszeni byli zabiegać o studentów, reklamować się w gazetach i internecie i pucować lokale przed wizytą, teraz to studenci są zobowiązani dbać o prezentację, a już szczególnie wtedy, gdy stają do licytacji. I to dosłownie.

Opowieść Kasi

Karaluchy

Dlaczego selekcja jest tak szczegółowa? Przecież to bardziej przypomina szukanie kandydata na żonę lub męża! A nie osoby, która co miesiąc ma płacić za użytkowanie mieszkania. Dlaczego kiedyś prawo do mieszkania miał ten, kto zjawił się pierwszy i zgadzał się na przedstawione warunki?

Kilka dni później zapytam o to Iwonę, która zdecydowała się wynajmować swoją kawalerkę. – Ale panią to dziwi? Kupiłam to mieszkanie na kredyt, dlatego nie mogę sobie pozwolić na nieterminowe spłaty. Po drugie, jakby nie było, powierzam w użytkowanie lokal, który kosztował mnie niemałe pieniądze. I wreszcie po trzecie, mam na uwadze spokój, a zapewnić mi go może tylko niehałasujący lokator, na którego nie będą się skarżyli ani bliżsi, ani dalsi sąsiedzi – mówi podniesionym tonem.

– A tego niehałasującego, spokojnego lokatora trzeba wypytywać niemal o wszystko? – nie daję za wygraną. Zanim skończę pytanie, zaatakuje: – A myśli pani, że to jedynie wymysł zbzikowanego właściciela mieszkania? Do dziś lepszego sposobu na podpisanie umowy z wystarczająco dobrym lokatorem nie ma i nie było.

Ta metoda już stała się standardem. Coraz mniej poszukujących irytuje się, gdy w mieszkaniu do obejrzenia napotka jeszcze 10 innych osób, równie mocno zainteresowanych wynajmem, zapewniają mnie także inni wynajmujący. – Jeśli miałem trzy oferty, mogłem sobie pozwolić na zadawanie niewygodnych pytań i właśnie wybór na zasadzie „kto będzie lepszym/bardziej pewnym lokatorem”, co można chyba nazwać castingiem, prawda? Taki jest rynek – jeśli miałem chętnych, musiałem jakoś wybrać, jeśli bym nie miał, zachowałbym się bardziej ostrożnie – pisze internauta Wolny, jak sam siebie określa: mąż, ojciec, pracownik korporacji. Rafał Marzec z wytwórni muzycznej Blue Wings Records: – Cóż, jako wynajmujący chcę, żeby moje mieszkanie trafiło w jak najlepsze ręce. Po kilku numerach, które wywinęli mi poprzedni lokatorzy, trzy razy się zastanawiam, zanim komuś wynajmę. Ludzi trzeba przepytać, upewnić się, że będą wypłacalni (do mnie przyszło np. czterech rosyjskich nastolatków, którzy bardzo chcieli wynająć, a zapłaci ich tatuś przelewem z Moskwy – no sorry, ale nie), czy da się z nimi normalnie dogadać (prezesów w graniakach skreślam, szczególnie jeśli ich pierwszym pytaniem jest: „Czy są karaluchy?”) i czy mówią ogólnie z sensem (jak im np. rura zacznie cieknąć, to chce się dowiedzieć od razu od nich, a nie za miesiąc od sąsiadów). – Zapewniam was, że gdybyście wynajmowali własne mieszkanie, to robilibyście dokładnie to samo – przekonuje na jednym z forów. Zauważa przy tym, że polskie castingi na mieszkanie to nic w porównaniu z tym, co trzeba przechodzić w innych krajach: – Muszę ze sobą nosić zaświadczenia o zatrudnieniu i pensji, wykształceniu, referencje od poprzednich wynajmujących etc., bo inaczej na porządne mieszkanie nie ma szans.

Za granicą polowanie na mieszkanie nie jest nowością, szczególnie w krajach skandynawskich; w Norwegii nosi nazwę visning. Na czym polega? Najemca umieszcza w internecie ofertę wynajmu mieszkania i ustala jeden konkretny, jawny termin – może go podać bezpośrednio w ofercie. Wystarczy wówczas pójść we wskazany adres w podanym terminie i zobaczyć, czy dane lokum nam odpowiada. „To jednak nie wszystko... Bo na visningu właściciel lokalu również sprawdza, czy to ty odpowiadasz mu jako potencjalny lokator! Dlatego też zazwyczaj domaga się referencji od naszego poprzedniego wynajemcy, że jesteśmy dobrymi i uczciwymi lokatorami, że dbamy o czystość i stan mieszkania i że można spokojnie powierzyć nam lokal. (...) Dla Norwegów bardzo liczy się to, co o tobie powie inny Norweg, więc referencje spoza kraju fiordów nie mają takiej samej wagi. Warto przed visningiem postarać się o jakąkolwiek pozytywną opinię o nas, na papierze od Norwega – na przykład pracodawcy czy nauczyciela z kursu norweskiego. Warto też zabrać ze sobą umowę o pracę jako gwarancję tego, że mamy środki na opłatę czynszu i depozytu. A są to niemałe kwoty, bo depozyt to najczęściej równowartość trzymiesięcznego czynszu! – pisze blogerka Anna blogger fra Norge. – Normalny casting na lokatora!

Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości Open Finance, zauważa przy tym, że za granicą obowiązuje jeszcze jedna niepisana zasada: jeśli właściciel chce wynająć mieszkanie np. za 1 tys. funtów to poszuka kogoś, kto zarabia 2,5–3 tys. funtów. – Czyli kogoś, kto może przeznaczyć jedną trzecią swojej pensji na utrzymanie mieszkania. W Polsce niestety jest trochę gorzej, bo nasze wynagrodzenia są niższe, a ceny mieszkań wysokie. Ale i tak ten punkt odniesienia 30–40 proc. pensji to granica bezpieczeństwa, ponad którą nie należy wychodzić – doprecyzowuje.

Innymi słowy: jeżeli osoba, z którą mam rozmawiać, ponad połowę swoich zarobków przeznacza na wynajęcie mieszkania, to mogę mieć uzasadnione obawy, że tak naprawę jej na to nie stać. – Pytanie o przychody albo miejsce pracy jest w tym przypadku jak najbardziej uzasadnione! Przecież nawet operator komórkowy, dając nam telefon za złotówkę, pyta, ile zarabiam. A tu ktoś nagle ma oddać swoje mieszkanie warte kilkaset tysięcy złotych. Nic dziwnego, że o przychód też zapyta – uzupełnia.

Inna sprawa, że ceny mieszkań podskoczyły, więcej jest też ciekawych ofert o standardzie wyższym niż średnia (znaczna część z nich znajduje się na nowo oddawanych osiedlach). Poza tym właściciele mieszkań ich zakup – szczególnie od 2015 r., kiedy spada oprocentowanie na kontach – traktują jako sposób na dochodową inwestycję; alternatywę dla lokaty, która podobnie jak ta ostatnia powinna być niemal bezobsługowa (nie inaczej było w latach 2005–2007, kiedy najłatwiej było o uzyskanie kredytu hipotecznego; wtedy też liczba castingów na lokatora idealnego rosła). Dziś ostrożne szacunki mówią, że 20–30 proc. nowych mieszkań w największych miastach kraju zostało w ostatnich latach kupionych właśnie w celach inwestycyjnych.

Opowieść Moniki

Nadzieje

W poszukiwaniach mieszkania na wynajem najgorsze nie są wcale pytania, ale czekanie – zapewniają z kolei moi rozmówcy. Narasta niepokój i przybywa opowieści tych, którzy nadal szukają. Po wyjściu z rozmów jest lepiej – można przejrzeć nowe oferty („Tu za dużo chcą, tam nieaktualne, a tu nareszcie coś ciekawego”) i umówić się na kolejne spotkanie. Mieć nadzieję, że kolejny casting uda się już wygrać. Piotr: – Trzeba jakoś przeczekać, w końcu trafi się na swoje.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.